Nie będę oryginalna podsumowując święta:
Ale się obżarłam!

W pierwszy dzień najazd rodzinny od rana do wieczora.
Łał, właśnie sobie policzyłam – oprócz naszej piątki w kulminacyjnym
momencie było u nas 14 osób.
Za to drugi dzień spędziłam zupełnie jak nie ja – leżałam. Jak nie
leżałam, to spałam. Jak nie spałam, to jadłam. Jak nie jadłam, to
oglądałam filmy. Dawno już tak sobie nie poleniuchowałam – nie
wiedziałam nawet, że jestem jeszcze do tego zdolna. Zazwyczaj to co
chwilę się odrywam od kanapy i lecę albo coś ugotować, albo sprzątnąć,
albo zapalić, albo poszukać sobie coś do roboty.

Ach, no i było też trochę adrenalinki w święta – okres, który miał być
jak co miesiąc w piątek, tym razem nadszedł dopiero w niedzielę w nocy.
Nie powiem, bardzo ładne dzieci mi wychodzą, i do tego inteligentne, ale
może już wystarczy. M tak się wystraszył, że jeszcze dziś pytał, czy
może jednak kupię test :-)

Mazurek, nie chwaląc się, zrobiłam najpiękniejszy na świecie (majana
chyba tego nie czyta ;-)), a dowód poniżej.

Kurczaki dzisiaj wróciły na łono ojczyzny, czyli kurnika (hip hip hurra)
- muszę przyznać, że mój próg tolerancji na brud znacznie się podwyższył
z wiekiem.
Ale zanim pojechały, dostarczyły nam tematu do paru ładnych zdjęć:



Nastąpiła też dalsza sesja kosmetyczna, w mojej sypialni urządzono
gabinet polowy i ustawiła się kolejka do henny i makijażu świątecznego.
Zauważyłam nawet na boku mały handel wymienny (różowy błyszczyk za
fioletowy cień itp)

Dzieci młodsze dorwały dwie hulajnogi i zasuwały wokół kominka.

Najstarsze pokolenie próbowało się zaszyć w pokojach u góry.

M bardzo dzielnie zaopatrywał gości w kawę i drineczki, ale po dwóch
godzinach zobaczyłam, jak wziął swojego drinka i udając głuchoniemego
poszedł posiedzieć w którymś pokoju.

Mój siostrzeniec jak zwykle rzucił jakimś kawałem mięsnym (oczywiście w
młodszym kręgu rodzinnym).

Znowu moje modelki kazały się obfotografować.

I tak to jakoś się toczyło – od jedenastej rano do ósmej wieczorem.

Pora do pracy.

A Deedee w poniedziałek była zrozpaczona brakiem gości i towarzystwa:
„jak mnie chłopcy nie obleją, to nie będę miała męża!” W końcu Dexter
się zlitował i zlał ją porządnie.
JA CHCĘ WIOSNĘ!!!