komentarza u nigu, więc napiszę tutaj:
Jutro idę na basen!
Wcale mi się nie chce, ale czego się nie zrobi dla ukochanej księżniczki córusi najpiękniejszej. Marzy o basenie prawie dwa lata, ale ciągle chorowała, więc to było bez sensu. Teraz od paru miesięcy jest spokój z choróbskami, więc już nie było wymówki. Powlekłam się więc wczoraj do sklepu, kupiłam pływaczki, okulary i jutro pierwsza lekcja. I nie ma, że boli to 25 zł za godzinę.

Uwielbiam po prostu w piątki chodzić na zajęcia dodatkowe z dziećmi. Człowiek jest już jedną nogą w weekendzie, planuje kino, dobry obiadek, drinusia, ach.
Przedtem miała taniec w piątki, na 18.00. Myślałam, że mnie szlag trafi. W końcu przenieśli się na środę. No to żeby równowaga w przyrodzie była, to basen w piątek.

Popatrzyłam sobie na zdjęcia, które zrobiłam od czasu, kiedy dostałam aparat. Aż wstyd – 89% zrobione w domu, konkretnie w salonie, z kanapy. Czy mówiłam już, że chcę wiosnę?! Nie jestem specjalnie spacerowa, ale już doprawdy, pod koniec marca to by się chciało założyć wreszcie ten czerwony płaszczyk, co czeka od miesiąca w szafie na ocieplenie. I pójść w plener porobić zdjęcia w ruchu.

Jestem też od dawna umówiona z koleżanką z podstawówki na kawkę w Sopocie, „jak tylko zrobi się cieplej”. Niby ma być (haha, dzisiaj miało nastąpić gwałtowne ocieplenie – hamulec ręczny zamarzł mi w garażu). Od niedzieli trąbili „za to od czwartku ciepło”, od wczoraj trąbią, że od poniedziałku. Nie wierzę już nikomu. Wiosny nie będzie (tylko w czerwcu nagle gruchnie 30 stopni w cieniu i tak będzie do końca września, jak to nad morzem).
Trochę się chyba rozpisałam o tej pogodzie. Właściwie do pogody nic nie mam, tylko do temperatury.

Dobra, wystarczy.
Tak więc, nigu, daję ci kopa na rozpęd, żeby ci się chciało tak, jak ci się nie chce – może zaczniemy od porządkowania szaf – grube ciuchy do góry, letnie na dół?
Albo spotkajmy się gdzieś i pozaklinajmy wiosnę.

Aha, zanotować – 27 marca 2008 – zamarzł mi hamulec ręczny. W garażu!