To moja odpowiedź na dzisiejszą dyskusję na blog.pl.
A teraz poważnie:
Ogłaszam wiosnę, wczoraj założyłam swój czerwony płaszczyk i pojechałam na dłuuugi spacer po Starówce. Zrobiłam 40 zdjęć i wróciłam, a potem piłam grzańca do wieczora, żeby mi dupa odtajała.
Nic to, zimowa kurtka poszła do prania i dzisiaj dzielnie (0 stopni) podreptałam do garażu. Zimowe nuty idą dziś do kosza. Jak ja ich nienawidziłam!
Piątkowy basen super – mam parę świetnych zdjęć Deedee w wodzie. Była tak przejęta wszystkim, że z twarzy nie schodził jej dziwny uśmiech – tak jakby jej ktoś go zrobił taśmą klejącą. Zdjęcie jutro, bo wczoraj skostniałymi paluszkami nie byłam w stanie przerzucić zdjęć na pendrive’a. Nawet sprawnie nam poszło z rozbieraniem i ubieraniem, o wpół do szóstej byłyśmy już w sklepie, bo D. dopadł wilczy głód po pływaniu.

Mam też piękne zdjęcia sobotniej tęczy:

oraz wczorajszej ulicy Mariackiej. A, muszę zaraz poszukać, co to była za impreza wczoraj na Długiej, bo bębnili strasznie i szarpali druty, nie pasowało mi to do wiosennej Starówki. Nawet telewizja Puls była :-) Nie chciałabym pracować w telewizji, bo jak ja robiłam zdjęcia Mariackiej, to oni musieli porzucić rodziny i rozstawiać te swoje sprzęty i słuchać tych wyjców pod Zieloną Bramą. Patekku, zrobiłaś mi zdjęcie? Tak się wystroiłam, że sama siebie nie poznawałam w wystawach sklepowych. Lubię czasem rzucać się w oczy, a wczoraj stanowczo się rzucałam :-)

Sobotni grill odbył się, ale w piekarniku. M z Dexterem wysprzątali garaż, ja dom, oni posadzili nasze nowe drzewka, m kupił w Tesco cyprysy kolumnowe, całkiem spore. Zasłoniliśmy się od sąsiadów, bo już patrzeć nie można, jak sąsiad męczy się co weekend i myje oba czerwone samochody. Za to moja raszpla po zamiataniu garażu jest dzisiaj nie granatowa, tylko szara.
Wczoraj wieczorem, kiedy już nam się wydawało, że dzień dobiega końca, zadzwonił wychowawca Dextera i powiadomił mnie o wagarach rzeczonego sprawcy. Znowu trzeba było umoralniać przez rozmowę.
A swoją drogą, to na wszelkie kłopoty polecam obejrzenie „Czterdziestolatka”. Mówiłam już, że m ma takie hobby – zbiera polskie seriale. Tzn. dzwoni do mnie i nadaje, za jaką gazetą mam się dziś uganiać. Ale akurat 40latka to i ja uwielbiam. Kiedyś oglądałam to z perspektywy córki 40latka, teraz oglądam jako żona. Nie identyfikuję się z Magdą Karwowską, bo za głupią z niej zrobili babę, ale za to w Stefanie widzę i mojego ojca (Stefana zresztą) i mojego m. Zachowanie, poglądy, ideały i nieporadność, ale taka rozbrajająca, nie że mam lebiegę męża. I też jak mu się przypomni, to hurtem próbuje nagle wychowywać dzieci. A więc kupuję te odcinki, a potem w soboty robimy sobie maraton. Teraz trafiliśmy m.in. na odcinek o ich córce, jak skończyła 14 lat i „poszła na gigant”. A jak jej szukali, to kobieta pracująca stwierdziła, że nie ma na to rady – albo my musimy zdziecinnieć, albo dzieci spoważnieć. Ot, konflikt pokoleń. No więc nasz synek też poszedł na gigant – na szczęście tylko z jednej lekcji, a potem uczciwie powiedział wychowawcy, że po prostu sobie odpuścił, bo mu się nie chciało. Już nawet wagarować nie potrafią! Tyle, że my poczuliśmy się wykorzystani (i porzuceni hihi), bo w piątek poszedł na wagary, a w sobotę poprosił o zawiezienie go na mecz i fundnięcie mu tego meczu (scrooge jeden, pod koniec miesiąca jest bogatszy ode mnie).
Co to ja chciałam? aha, idę na zakupy kosmetyczne, jak układałam włosy, to podyktowałam didi listę, co mi potrzeba do oddychania (najbardziej to czarnego eye-linera, żebym była bardziej podobna do Audrey).
Muszę pomalować paznokcie.

W oczekiwaniu, aż mama wyostrzy obraz:

Daj łapę: