Muszę powiedzieć, że jednak powinno się wierzyć w zwykłe, tanie polskie specyfiki, a nie w reklamę i że droższe to lepsze. Od dawna byłam zrozpaczona ilością włosów wypadających przy każdym myciu, czesaniu i układaniu. W końcu zasięgnęłam języka, polecono mi Prenatal dla ciężarnych – proszę bardzo, biorę. Nic. Potem postanowiłam uwierzyć farmaceucie i wzięłam „wyciąg ze skrzypu”, po prostu. Za parę złotych. I teraz nie wiem, czy prenatal w końcu zadziałał, czy ten skrzyp taki świetny, bo naprawdę wypada tyko kilka włosów dziennie. Ale myślę, że to ten skrzyp. Pewnie zaraz przestaną go produkować, bo za dobry i za tani. Nic to, w ogrodzie skrzypu dostatek, będę zagryzać.
Druga sprawa – w pewnym, khem, wieku trzeba niestety zainwestować w dobry podkład na pysk. Jak coś kosztuje poniżej 50 zł, nie działa. Po 3 godzinach śladu nie zostaje, oblicze świeci własnym światłem, a wszelkie „nieprawidłowości” cery nie zostają zakryte nawet na chwilę.
Teraz tylko czekam, aż odrośnie to, co wypadło i zrobię sobie afro :-) Albo zapuszczę warkocze do ziemi.
A to wszystko mi się skojarzyło, bo właśnie umówiłam się do fryzjera na poniedziałek, tralalala, i zrobię sobię przy okazji na lato jakiś balejażyk.
Kotek dla odmiany przywlókł wczoraj półżywego ptaszka do domu. Teraz Didi stosuje wobec kici wszelkie zakazy, w tym głodowe, i tłumaczy jej co chwilę – myszy, krety – tak; ptaszki – NIE.
I znowu zaczynamy sezon grillowy (a miało nie być o jedzeniu, żeby niektórych nie denerwować), szukam odchudzających przepisów na dania z wieprzowiny. Tajemnica tkwi w tym, żeby wybrać coś, przy czym trzeba dużo kroić, siekać, stać nad tym, przypalić i nie mieć już siły zjeść.

Rozpaczliwie potrzebuję nowego koloru lakieru do paznokci.