w pizdu. Szszfak. Na początek rano zapomniałam z domu lakieru do pazurów, co je miałam pomalować po przyjściu do pracy. A jeszcze o 23.20 przypomnienie w komórce nastawiałam. No i teraz siedzę, nudy, jak zwykle, kiedy nie ma szefowej, pazury nie pomalowane (i nie wiadomo, kiedy to nastąpi, bo ja w domu nie umiem ich malować). I nie pamiętam, co miałam zrobić potem. Więc siedzę. Blogasie przeczytane. Przepisu na drożdżówkę nawet nie podam, bo mam w domu a nie w głowie.
I jeszcze po wczorajszym wieczorze kłębią mi się pod czaszką Simy. Ostatnio nauczyłam się je swatać, więc teraz jak gupia kojarzę pary i wprowadzam nowych kawalerów na osiedle, bo ich ciągle brakuje (jak w życiu). Potem zaczną się rozmnażać :-)
A w ogóle to jest tak to rozwiązane, że jak babka w swoim domu oświadczy się facetowi, to on po ślubie wprowadza się do niej, przejmuje jej nazwisko, zabiera graty ze swojego domu, konto i przyjaciół (tyle, że tych gratów do niej nie wnosi, pewnie przepija na kawalerskim)
cd później, idę się obudzić
Wystarczy o Simach. Córce już nałożyłam embargo, teraz pora chyba na mnie. Nie będzie z tym większego kłopotu, bo nadchodzi majówka, a z nią wolne dni, również od komputera. Jak zwykle najazd gości, gotowanie, sprzątanie, chlańsko i leczenie kaca. W tzw międzyczasie zwiedzanie, o ile pogoda pozwoli. BO PRZECIEZ NIE MOŻE BYĆ TAK, ŻEBY BYŁA ŁADNA POGODA NA MAJÓWKĘ, O NIENIE.
Szszfak
W planach mam dużo różnych pomysłów na żarcie, w tym oczywiście grilla, na szczęscie mamy mały daszek nad tarasem. Wezmę sobie drinka, papieroska, usiądę na grillem i będę opiekać. I donosić pełne talerze biesiadownikom. Oczywiście nie obejrzę żadnego filmu, nie posłucham swojej muzyki, nie poczytam, nie pogram, takie rzeczy to tylko w erze, prawdaż.
Ale i tak się cieszę. A w niedzielę Deedee ma imieniny, kupimy jej Nowe przygody Mikołajka, to jej ulubiona książka. Wczoraj mówi do mnie „no bo co w końcu, kurczę blade, nie można trochę pooglądać telewizji?” No nie można. ;-)
I upiekę ciasto ze słonecznikiem i ciasto cytrynowe – nie widziałam ich jeszcze u Majany, o ile się nie mylę. Będę oryginalna, a co (kurczę blade)
No to jeszcze 2 i pół godziny. Dobra, idę spakować listy na pocztę, dzięki którym będę mogła zacząć majówkę pół godziny wcześniej, o 15.00.
Bawcie się dobrze i nie róbcie tego, czego ja bym nie zrobiła.