batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 6.2008

    a poza tym od poniedziałku mam tydzień urlopu, więc do przeczytania :-)

    widziałam w sobotę. Full relax. Seks w wielkim mieście. Lubiłam ten serial i bardzo się cieszę, że zupełnie spontanicznie znalazłyśmy się w kinie, w sobotę o 14.00. I polecam, świetnie zagrany, profesjonalnie zrobiony, wcale nie płytki. Wręcz przeciwnie – dosyć poważne problemy porusza. Fajna muzyka, no i ciuchy. I ten Central Park. Bajka.
    Byłam z kumpelą i z moją siostrzenicą, kino miałyśmy praktycznie dla siebie. Świetnie się bawiłyśmy. To jest właśnie film na wyprawę babską.
    Deedee niespodziewanie upchnięta u mojej siostry na parę dni. Dexter rozpoczął hucznie wakacje – w piątek rozbili namioty na boisku, ognisko, kiełbasa, ziemniaki. W sobotę dwóch kolegów przenocowało u niego, dzisiaj znowu jeden będzie. Wczoraj za to snuł się i nudził, nawet miałam wyrzuty sumienia,  że z nim nie spędziłam trochę czasu. Niestety, nie jestem typem opiekuńczej matki. Nic nie poradzę na to, że mając mnóstwo książek, komputer, gry, internet, rower, siłownię on się nudzi. Poradziłam, żeby do kina się wybrał w tym tygodniu z kimś.
    Ja za to reraksowałam się do bólu. W sobotę trochę dałyśmy czadu z kumpelą, zaczęło się niewinnie od martini ze spritem i truskawkami, a skończyło się jak zawsze – wódka, pepsi, cytryna. Poszłyśmy spać o czwartej. Ale było co opijać – porobiłyśmy sobie zdjęcia z kartkami typu „praca mgr odrobiona!” Wczoraj zaś cały dzionek na tarasie, słoneczko przyjemnie przygrzewało, nie za mocno, coś tam znowu opaliłam, poczytałam książkę, pograałam w Simsy. I nawet nic specjalnego nie ugotowałam!
    M jeszcze nie wrócił z wypadu w góry. Mówi, że było super, spływ Dunajcem, ognisko (i jagnię na ognisku – co im zawiniła ta owieczka?), nikt się nie wyłamywał, bawili się cały czas razem, większość sporo przytyła, więc wyzbył się kompleksów szyko.
    Pozabierali ze sobą zdjęcia z liceum, wspominali, m nawet miał tabliczkę z szatni, którą po maturze zabrał na pamiątkę – „IV A”.
    Teraz jedzie z Wawy. Prawdę mówiąc, stęskniłam się.
    No właśnie, w tym filmie dużo dają do myślenia jeśli chodzi o związki i staranie się w związkach. Potem dużo rozmawiałyśmy z kumpelą o tym, nawet wysnułyśmy wnioski i plany na przyszłość. W pewnym momencie ona mówi „czasem myślę, że jak się spotkamy, to będzie tak fajnie, ale jak się już zobaczymy z nim, to mi nagle wszystko opada” No, wiadomo, tak jest ZAZWYCZAJ. U mnie też. I wczoraj ten jej facet przyjechał po nią, a za pół godziny ona dzwoni i mówi „no i znowu opadło”. Ja też od wczorajszego wieczoru chodzę taka stęskniona i zakochana, a wiem, że jak tylko m przyjedzie i wyjedzie z jakimś stałym tekstem, to mi się odechce od razu. Cóż robić?
    Ale jeśli chodzi o seks, to swój misterny plan przeprowadzę, choćby po jego trupie, chociaż akurat nekrofilii nie mam w tych planach.

    Coś jeszcze miałam napisać, ale zapomniałam. Aha, refleksje na temat mojego brata. Ale to inną razą. orewłar

    Kwiatków nie kupowałam, jak zapowiedziałam, ale u nas w ogródku zakwitły ozdobne maki, takie strzępiaste, oprócz tego kamienne goździki, róże, więc zrobiłam Deedee bukiecik.
    I od rana leje.
    o, chwilowo przestało.

    Wczoraj czułam się bardzo źle, położyłam się przed 22. Muszę w końcu zrobić porządek z tymi moimi sprawami. Jak się zdarzy, że nie pokażę się przez parę dni bez pożegnania, to albo jestem w szpitalu, albo umarłam, ok?

    Mam fajny żółty parasol.

    Przebrnęłam już przez zdjęcia stare, robione przez znajomych i rodzinę, którzy mieli aparaty wcześniej ode mnie. Miałam też przez chwilę kamerę cyfrową (służbową), która robiła zdjęcia, słabej jakości, ale dla mnie każda fotka jest ważna, jako pamiątka. Oczywiście nie wywołam wszystkich (chociaż mnie kusi).
    M wyjechał dziś rano, wróci nie wiem kiedy, bo zapomniałam spytać – w niedzielę albo poniedziałek. Tak więc ogłaszam rozpoczęcie weekendu pod hasłem „wolność i swoboda, nawet dla kotów”
    Pojechał na zjazd swojej klasy, nieformalny, będą spływać tratwą po Dunajcu, mam nadzieję, że przedtem się nie popiją, bo pospadają. Fajnie mają, bo dziewczyn i chłopaków było pół na pół (klasa mat-fiz), więc dominacji nie będzie. Trochę mu zazdroszczę. Chodził do bdb liceum, z tradycjami, jak to się mówi. Wiele osób z jego szkoły po maturze trafiało na studia za granicę. Ale o czym ja plotę?
    Dobra, dzisiaj kumpela się broni, trzymam kciuki, a od jutra „reraksujemy się”.
    Mamy w planach martini z truskawkami, a w schowku pepsi, wódeczkę i cytryny. I duuużo lodu w zamrażarce. I tatara z łososia. I poziomki w ogródku. I dwa pasiaste leżaki na tarasie. I parę dobrych książek. Żeby tak jeszcze teściową gdzieś upchnąć, żeby nam nie brzęczała za uszami. Może w schowku? Za zapasem napojów? Kuszące…
    Dexter wylądował jak zwykle – zaczęło się od groźby nawet jednej dwói, a w końcu średnia 4,46.
    Deedee została pasowana na czytelnika już w tym roku, bo stwierdzili, że zerówka tak ma opanowane wszystkie wierszyki i piosenki na tę okazję, że szkoda czekać do pierwszej klasy.
    I jak co roku histeria z kwiatami dla nauczycieli. Tym razem kupię tylko ozdoby a kwiaty urwę w ogródku, do tego Dexterowi kupiłam bombonierę dla wychowawcy, a Deedee nagrałam płytę ze zdjęciami i filmami z ich występów, którą da na pamiątkę pani Anecie. Fajna ta jej pani, szkoda, że nie może ich uczyć dalej. Trafi do pani, która akurat nie ma zbyt dobrej opinii, trochę się denerwuję. Ale niech ma przynajmniej dzieciństwo, a nie dojazdy i świetlice od małego.

    ponieważ siedzę i wybieram zdjęcia do wywołania.
    Potem będę je wygładzać.
    Potem będę je wysyłać netem.
    Potem będę szukać albumów.
    Potem będę układać w albumach.
    Horror.

    Do przeczytania.

    Jak mi się będzie chciało, to dodam zdjęcie mojej grubej dupy sprzed dwóch lat :-)
    Ku przestrodze.

    żeby te inwektywy poszły niżej, bo sama już na nie patrzeć nie mogę. Na dzisiejszy wieczór mam plan: włączam Simsy i oglądam mecz tyłem. Nie będę się denerwować.
    Weekend był na wariackich papierach – w piątek do 23.00 wygładzanie pracy mgr, w sobotę jedno pasmo nieszczęść – od rozbitego jaja, rozlanego na całą lodówkę oleju, poprzez niepotrzebną awanturę domową, drukowanie pracy, potem na imieniny do Gdyni, 3 histerie małego terrorysty w czasie tychże imienin (jak go kiedyś kopnę w dupę, to w powietrzu z głodu zdechnie), nieudane podejście do kupna butów emowi w Deichmannie (no kto by się spodziewał, że o 21 zamykają w sobotę, nieroby), na koniec rozbita na schodkach własnych butelka świetnej whiskey. O 23 poszłam spać, żeby skończyć tę mękę sobotnią, o 3.00 zadzwonił Dexter, że już dojeżdża z tego Wilna i żeby go odebrać, o 4 położyłam się z powrotem, o 9 wstałam, żeby z kolei szykować się do wizyty niedzielnej u nas. Wizyta przebiegła szalenie, pojechali, my w furę i do Deichmanna znowu, po drodze oberwanie chmury, powrót w słońcu. Jedynym przyjemnym akcentem w ciągu tych dwóch dni była wieczorna sesja z Tonym Soprano, 3 odcinki obejrzane, co prawda ledwo na oczy już patrzyłam.
    Czy wy też tak macie, czy to ja na własne życzenie ściągam na siebie takie weekendy?
    Na szczęście ten najbliższy zapowiada się całkiem miło, m jedzie w góry zobaczyć swoją klasę i na nowo się zintegrować po 20 latach, więc od czwartku mam luz. Kumpela broni się w czwartek, więc potem ma też luz i będziemy razem się wyluzowywać. Szczerze mówiąc, najbardziej pociąga mnie perspektywa wydłubywania koniczyny z trawnika – jakież to przyjemne, odmóżdżające zajęcie! I opalić się przy okazji można. A jeśli będzie padać, też nie będzie tragedii, pójdziemy do kina albo obejrzymy Comedy Central od deski do deski. O dżizas, zapomniałam, że w piątek koniec roku. Ale właściwie, co mnie to?

    pierdolę, pizda i huj
    Obraziłam się, więcej nie oglądam piłki nożnej.
    Koniec kariery kibica.

    I to by było na tyle.

    i nie żałuję, teraz będę miała rozrywkę!

    uwaga szypra na blogu ds, no proszę ja Was.
    Dobra, nadal czuję, że mam mięśnie w strategicznych miejscach i nadal nie znudziło mi się wydłubywanie koniczyny z trawnika. Mało tego, w trosce o tenże trawnik umyłam nawet samochód i dla pewności wypolerowałam. Teraz to już na pewno będzie padać.

    tym razem zupełnie mi odwaliło i postanowiłam wypielić nasz trawnik. Bo mnie ta koniczyna wkurza. A że dobrze się ją wyrywa, to po obiadku wzięłam taczki, rękawice i poszłam na pole, jak by powiedziała pewna Kasia z Krakowa ;-)
    Nie udało mi się wyrwać wszystkich kęp, ale jest lepiej. Jak się uprę, to skończę do niedzieli. Nie ukrywam, że niemałym powodem jest te parę kg w okolicy dupy. Niech szczezną.
    Poza tym w końcu przyniosłam trochę zdjęć.
    Aha, poniżej zmieniłam zdjęcie Deedee na aktualne, siedmioletnie, z prezentem („nareszcie mam własną komórkę, jesss!”)
    Mam też torciki urodzinowe z soboty:

    Mam też z pikniku na Dzień Dziecka małą strażaczkę:

    Uczyłam też wczoraj moją córkę robić wianek (oby pozostał do odpowiedniej pory)

    tak, to z TEJ koniczyny
    Atmosfera przed meczem dawała się odczuć na ulicach:

    oraz w domowym zaciszu:

    nawet lalki kibicowały:

    A na niedzielnej imprezce niektórzy pozowali:

    a niektórzy walili kupę w krzakach:

    a jakieś blair witches próbowały przeszkodzić w ujęciu sprawcy.
    No i jeszcze jedno na koniec. Ja od pół roku zrobiłam może trzy dobre zdjęcia, podpierając się literaturą fachową i instrukcją obsługi, zaś Dexter po prostu wstaje o 4 rano pouczyć się matmy, otwiera okno i w automacie, z ręki robi takie oto coś:

    o ja nieszczęsna, zazdrościć własnemu dziecku utalentowanemu?!


    • RSS