batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 7.2008

    ciekawe, czy wyszło?

    Dobra, wyszło.

    No więc, czyta.
    Kiedyś mnóstwo, w liceum po kilka książek równocześnie, leżały zawsze na biurku, w nocy był nastrój na jedną, w szkole na drugą, w autobusie na trzecią, przy obiedzie na czwartą…
    Po 20ce zaczęło się urządzanie życia – małżeństwo, koniec studiów, dziecko, więc i czasu na czytanie za wiele nie było, ale coś tam się czytało.
    Po 30ce zaczęło się korzystanie z życia (życie zaczyna się po 30ce, mówię Wam :-D) i czytanie jakoś zamieniło się w czytanie głównie Wysokich obcasów przy porannej sobotniej kawce
    W końcu przeraziłam się, że czytam tylko sieczkę i za chwilę już nie pamiętam, co to było. Zaczęłam znowu odwiedzać bibliotekę, pożyczałam to, co polecano na innych blogach (dużo z ds.blog, ale inne też). Noszę w torebce wydrukowaną taką listę i staram się coś z niej pożyczyć. I przeczytać ;-)
    Teraz jest już lepiej, czytam dwie książki na raz – jedna w pracy przy porannym papierosie, druga wieczorami przy kuchennym stole. Czasem potrafię zamienić wieczór przed telewizorem na wieczór nad książką, jeśli trafi mi się naprawdę dobra.
    Moją wadą jest to, że nie mogę się oprzeć i z biblioteki wychodzę z kilkoma książkami i potem długo leżą, zanim je wszystkie przeczytam. A należę do dwóch bibliotek. Nie kupuję książek, bo na razie mam na nie tylko jeden pokój, a w nim tylko jedną ścianę z regałami, już pełnymi. Moi rodzice należą do Świata Książki i z każdej okazji zasypują nas książkami, już mi się to nie mieści w tym pokoju, obok książek z domu m i z mojego. Zresztą, jak się ma na głowie dwoje dzieci, dwa koty i kredyty, to na qlturę już brakuje zazwyczaj…

    Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale uważam, że czytanie jest nobilitujące. Snobuję się wręcz w tym. Najbardziej zależało mi w wychowaniu dzieci na przyzwyczajeniu ich do książek i do czytania. Chyba się udało, co prawda Dexter czyta wąską dziedzinę, ale dużo – s-f, Stephen King, Wołoszański, Suworow i wszelka literatura faktu odnośnie najnowszej historii Polski i okolic.
    Deedee na razie czyta wszystko, ale tak jak Dexter kiedyś, uwielbia atlasy i książki przyrodnicze dla dzieci i nie tylko.
    Duży nacisk kładłam również na to, że wszystko może się pobrudzić lub zniszczyć, ale nie książka!
    Jak widzę książkę odłożoną bez zakładki, grzbietem do góry, dostaję szału.
    Można czytać przy jedzeniu, ale nie można kruszyć i chlapać między kartki. I już.

    Czytałam bardzo różne książki, jedynie poezji jakoś nie trawię (poza Tuwimem i Brzechwą). Miałam tylko króciutką przygodę ze Stachurą w liceum. Uwielbiam S, Kinga, również s-f, ale dobrą książką „dla kobiet” też nie pogardzę. Z daleka omijam tylko „kobiecą” literaturę z kwiatkiem, serduszkiem lub rozwianym włosem na okładce.

    A Wy?

    ciekawe, czy wyszło?

    Dobra, wyszło.

    No więc, czyta.
    Kiedyś mnóstwo, w liceum po kilka książek równocześnie, leżały zawsze na biurku, w nocy był nastrój na jedną, w szkole na drugą, w autobusie na trzecią, przy obiedzie na czwartą…
    Po 20ce zaczęło się urządzanie życia – małżeństwo, koniec studiów, dziecko, więc i czasu na czytanie za wiele nie było, ale coś tam się czytało.
    Po 30ce zaczęło się korzystanie z życia (życie zaczyna się po 30ce, mówię Wam :-D) i czytanie jakoś zamieniło się w czytanie głównie Wysokich obcasów przy porannej sobotniej kawce
    W końcu przeraziłam się, że czytam tylko sieczkę i za chwilę już nie pamiętam, co to było. Zaczęłam znowu odwiedzać bibliotekę, pożyczałam to, co polecano na innych blogach (dużo z ds.blog, ale inne też). Noszę w torebce wydrukowaną taką listę i staram się coś z niej pożyczyć. I przeczytać ;-)
    Teraz jest już lepiej, czytam dwie książki na raz – jedna w pracy przy porannym papierosie, druga wieczorami przy kuchennym stole. Czasem potrafię zamienić wieczór przed telewizorem na wieczór nad książką, jeśli trafi mi się naprawdę dobra.
    Moją wadą jest to, że nie mogę się oprzeć i z biblioteki wychodzę z kilkoma książkami i potem długo leżą, zanim je wszystkie przeczytam. A należę do dwóch bibliotek. Nie kupuję książek, bo na razie mam na nie tylko jeden pokój, a w nim tylko jedną ścianę z regałami, już pełnymi. Moi rodzice należą do Świata Książki i z każdej okazji zasypują nas książkami, już mi się to nie mieści w tym pokoju, obok książek z domu m i z mojego. Zresztą, jak się ma na głowie dwoje dzieci, dwa koty i kredyty, to na qlturę już brakuje zazwyczaj…

    Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale uważam, że czytanie jest nobilitujące. Snobuję się wręcz w tym. Najbardziej zależało mi w wychowaniu dzieci na przyzwyczajeniu ich do książek i do czytania. Chyba się udało, co prawda Dexter czyta wąską dziedzinę, ale dużo – s-f, Stephen King, Wołoszański, Suworow i wszelka literatura faktu odnośnie najnowszej historii Polski i okolic.
    Deedee na razie czyta wszystko, ale tak jak Dexter kiedyś, uwielbia atlasy i książki przyrodnicze dla dzieci i nie tylko.
    Duży nacisk kładłam również na to, że wszystko może się pobrudzić lub zniszczyć, ale nie książka!
    Jak widzę książkę odłożoną bez zakładki, grzbietem do góry, dostaję szału.
    Można czytać przy jedzeniu, ale nie można kruszyć i chlapać między kartki. I już.

    Czytałam bardzo różne książki, jedynie poezji jakoś nie trawię (poza Tuwimem i Brzechwą). Miałam tylko króciutką przygodę ze Stachurą w liceum. Uwielbiam S, Kinga, również s-f, ale dobrą książką „dla kobiet” też nie pogardzę. Z daleka omijam tylko „kobiecą” literaturę z kwiatkiem, serduszkiem lub rozwianym włosem na okładce.

    A Wy?

    Edith Piaf umarła w wieku 47 lat.
    A wyglądała na 80. Ale też żyła 4 razy szybciej.

    A miało być tak pięknie, wszyscy nasi podopieczni mieli zniknąć w ten weekend (czyli teściowa z Deedee, bo Dexter już od tygodnia jest out), już wzięłam urlop na piątek, na czwartek umówiłam się do fryzjera, a tu nici. Nie jadą. Trudno, będą musiały znieść nasze szaleństwo. Ma przyjechać kumpel z LO z żoną i dzieckiem (przynajmniej dziecko nie będzie się samo nudziło). Moja kumpela też będzie, zrobimy trzecie podejście do norweskich bułeczek, może tym razem ciasto da się odkleić od blatu.

    Grilla też jakiegoś zrobię. I kurczaka po chińsku, na ostrrrro.

    Mignona, nie rób mi tego, co się stało????

    Ale najbardziej się cieszę z fryzjera – odrosty na pół głowy, reszta siano. Mam ochotę znacznie skrócić włosy, m mnie znowu będzie musiał zamordować. Co to jest, że faceci tak lubią długie włosy? I długie nogi? I duże cycki? I dlaczego ja tu jeszcze siedzę zamiast wydawać moje 37 milionów?

    Deedee trafiła trójkę.

    Nigdy

    2 komentarzy

    nie robiłam błędów ortograficznych, ale jednego słowa nie mogę zapamiętać – zdaje się, że ochujeć pisze się przez ch?

    Ście chyba ochujeli, jeśli myślicie, że to ja.
    :-D

    Przecież kilka razy pisałam o sesji, jaką zrobiłam mojej SIOSTRZENICY. Jest młodsza ode mnie o 17 lat i rzeczywiście jest prześliczna (po mamie chrzestnej czyli muła, hehe). Z taką modelką to każde zdjęcie wychodzi super, ale i tak jestem dumna, że zrobiłam to za pomocą jednej szmaty, drabiny, garnka i dwóch lampek biurkowych.
    Więc chodzi tu o podziwianie umiejętności fotografa, który ma aparat od pół roku. Proszę, daję Wam jeszcze jedną szansę.

    Leniuch, my jesteśmy probably ten sam rocznik, bo Twoje skojarzenia i wspomnienia to wypisz wymaluj moje. Tylko nie umiem tego tak dobrze napisać, jak Ty. Ale rusycystką nie jestem, chciałam za to być anglistką.

    Spłakałam się wczoraj strasznie. Oglądałam „La vie en rose” – o Edith Piaf. Dla dodatkowego podtrzymania doła słucham teraz na okrągło w samochodzie „I won’t forget her” A-HA. Nie mam za sobą co prawda nieszczęśliwej miłości, ale ta piosenka powoduje, że wpadam w czarną dziurę czyichś wspomnień i rozpaczam. Łzy lecą krokodyle.

    Idę poczytać o Edith, bo w filmie bardzo luźno podawali fakty.

    Najmniej udane zdjęcia poprzerabiałam za pomocą Picassy i oto:

    oraz nastrojowo:

    i jeszcze może:

    to było bardzo poruszone, więc tutaj nie najlepiej wygląda, ale Nefretete jak w mordę strzelił, nie?

    lata 50-te (wiem, poruszone)
    i ostatnie

    Kiedy indziej będą te najlepsze.
    Swoją drogą, to szkoda, że jak miałam 20 lat, to nie zrobiłam sobie takiej sesji.

    przy okazji czytania książki o czarowniczce, która chciała być wróżką
    D: a ty mamo wierzysz we wróżki?
    J: oczywiście (zastanawiając się jednocześnie gorączkowo, czy rzeczywiście, ale w sumie w coś wierzyć trzeba, nie?)
    D: bo Zosia to już nie wierzy
    J: dlaczego???
    D: bo jak wypadł jej ząb, to poszła spać, ale go trzymała mocno w ręku, i przyszedł jej tata i chciał jej go zabrać, ale ona tak mocno trzymała, że w końcu się obudziła i zobaczyła, że tata ma 10 zł.
    J: Może wróżka zębuszka (co za kretyńska nazwa) zadzwoniła do jej taty, że się nie wyrobi i żeby ją zastąpił? A ty w Mikołaja wierzysz?
    D: Tak
    J: No widzisz, a też go nigdy nikt nie widział
    D: Ale w tym roku go zobaczę. Schowam się za choinką
    J: A w prawdę wierzysz?
    D: Tak
    J: No widzisz, jej też nikt nie widział.

    :-)

    Tę notkę sponsorowała równowaga, żeby zneutralizować tę poprzednią.

    zdjęcia dam kiedy indziej,
    teraz będzie lista histerii m-owych, bo to uznałam za warte uwiecznienia.
    Był wczoraj  w domu od 18.00, poszliśmy spać o 22.00, czyli przez 4 godziny zdążył:
    - dostać histerii na wstępie, że jego mamusia po miesiącach próśb postanowiła sama bramę nasmarować i polała nam kostkę olejem,
    - zanim wszedł do domu zdążył nahisteryzować, że sprawa telewizora u mamusi utknęła w miejsu – nie ma wizji i koniec, a my JESZCZE nie ściągnęłyśmy tu siąsiada, żeby to załatwił (bo m przecież nie ma kiedy tego zrobić)
    - kiedy jego mamusia zechciała obejrzeć jakiś film wieczorem, a on nie miał ochoty na Edith Piaf, tylko na Soprano, to postanowił podłączyć jej u góry DVD, żeby obejrzała sobie „Havanę”. Już wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, nalałam sobie szklaneczkę piwa, odpaliłam Soprano i czekam. Czekam. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie pilot od TV mamusi – odmówił współpracy i nie można przełączyć ekranu na DVD. Po drodze lekka histeria, że duszno u mamusi w pokoju, trzask koszulką o fotel. Dobra. Wymiana kabla, udało się.
    - schodzi na dół i na widok Deedee, która o koszmarnie późnej porze siedzi ze mną na kanapie (21.15) rzuca standardową groźbą, że idzie spać. Zaczynam tracić cierpliwość i mówię „to idź”. No więc nie idzie, coby na przekór było jak zawsze.
    - po jednym odcinku Soprano wyłączam DVD, poddaję się, bo oglądanie fajnego filmu w towarzystwie naburmuszonej osoby to akurat nie moje marzenie, może chociaż się wyśpię raz (22.00)
    - no i wtedy okazuje się, że jego ulubiona, jedyna poduszeczka została wyprana i jak on ma teraz zasnąć. Następuje seria prób – kołdra, kolejno moje trzy poduszki, bez poduszki, ja idę szukać tej jego, bo może wyschła, nie wyschła, wkurw i wyjście na papierosa.
    - wraca do łóżka (o seksie nie ma mowy, odechciało mi się godzinę temu), coś tam mruczy, że przeprasza i sam nie wie, czemu go tak roznosi, zasypiam (on nie potrafi tak po prostu zasnąć, najpierw rzuca się po całym łóżku) i PRZYCHODZI Deedee, z rykiem, że nie może zasnąć, jest już pewnie dwunasta, a ona jutro nie wstanie na wycieczkę do zoo, pakuje nam się do łóżka, ja perswaduję powrót do własnego, udało się, poszła, kładziemy się, on zaczyna pochrapywać, ja leżę.

    Chyba mam prawo wyjechać do spa, albo przynajmniej postarać się o rentę za życie w ciężkich warunkach?

    Kiedy jest w takim humorze, a zdarza mu się to baaardzo często, mam wrażenie, że on tylko zaciska zęby, żeby nie okazać mi w całej rozciągłości, jak go wkurwiam. Może to wcale nie tak, ale ja to biorę do siebie, nic nie poradzę. Nie powinnam czuć się winna, że sama jestem w tym momencie wyluzowana i spokojna, zresztą on sam to potwierdza. Ale i tak nie powstrzyma się, żeby nie rzucić mi jakiegoś tekstu, który temu zaprzecza. Złość roznosi go w 4 strony na raz. Więc i mnie się oberwie, nic dziwnego. Ja jak mam PMSa, to wiem, że nie powinnam się wyżywać na dzieciach, ale nie potrafię się powstrzymać. To dlaczego on miałby to potrafić?

    plaża

    spacer

    po

    gdańskiej

    starówce

    i katedra oliwska
    a tu

    park w Oliwie
    I jeszcze Długa

    paniczyk z okienka :-)

    Mam jeszcze 200 takich zdjęć.
    Chce ktoś?
    W następnym odcinku:
    Jak zostałam Robertem Kincaidem

    a raczej właśnie się zbierają. Ja i m już w pracy, oni jedzą śniadanie, zabierają Dextera ze sobą i jadą.
    Fajnie było.
    Filmów sie naoglądaliśmy, piwska opiliśmy, pośmieliśmy…
    A niedługo pewnie znowu ktoś nas nawiedzi.

    Póki co, największym moim marzeniem jest pójść spać i obudzić się sama z siebie, jak się wyśpię.

    Deedee jedzie w piątek na wycieczkę „z gminy” do zoo, za 5 zł. Fajnie być koleżanką „sołtysówny” i wiedzieć, co w trawie piszczy. Nie będę jej dawać aviomarinu, najwyżej zarzyga autokar :-)

    Dextera nie będzie dwa tygodnie, aż ciężko uwierzyć.

    No i zakończyłam wreszcie sprawę z oszustami ze sklepu ulubiony.pl
    Teraz jestem na etapie robienia im koło pióra, na wszystkich możliwych opineo, ceneo itp. Swoją drogą, to jak to możliwe, żeby na takiej stronie jak ceneo ten sklep funkcjonował. A że ma najtańsze ceny, to ciągle ktoś tam wpada jak śliwka w kompot. Przez mniej więcej półtora miesiąca obracają pieniędzmi, wysyłając gotowe szablony wiadomości do klientów (oczywiście dopiero po iluś wiadomościach od klienta) „bardzo nam przykro bleble ble” „pieniądze zostaną zwrócone w ciągu 10 dni” itp
    Wstyd się przyznać, ale mojej czujności nie obudziło ani to, że nie można do nich zadzwonić, że nie ma wysyłki za pobraniem, że nie można im wystawić opinii na ich stronie. Za to po przeczytaniu komentarzy na opineo, ceneo itd włos się jeży.
    Gdyby trafił tu ktoś szarpiący się z nimi to zostawiam radę – metoda kropli wody, czyli dla cierpliwych – wysyłać im wiadomości za pomocą kopiuj-wklej, aż odpowiedzą. A przy okazji uprzykrzyłam im trochę życie, kiedy musieli usuwać 200 maili dziennie :-)

    do braku snu.
    Dobranoc.


    • RSS