batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 10.2008

    Dary natury

    2 komentarzy

    Wczoraj Deedee poinformowała mnie, że w przyszłym tygodniu na kółku plastycznym będą robić collage i musi przynieść… DARY NATURY.
    Ja: Ale jakie?
    D: No nie wiesz, co to są dary natury???
    Ja: To może zrobię kupę i ci zapakuję, to też dar natury…

    O mało nie pękła, tak chichotała. Potem zaproponowałam jej jeszcze dynię (niewielką, ok. kilograma) i zaczęłyśmy wymyślać sposoby przymocowania dyni do arkusza brystolu.

    No to może

    4 komentarzy

    tak a’propos koreańskiego kina drogi – wczoraj to ja oglądałam film taki, że go nikt nie przebije! To już nawet nie było kino drogi, właściwie to nie jestem pewna, czy to w ogóle był film? Ale chyba tak, skoro leciał na kanale filmowym i trwał ok. 1,5h? No tak, i aktorzy w nim byli. Gdyby nie to, że nastawiłam się na wieczór z książką, a film leciał sobie w tle, to chyba bym zażądała odszkodowania.
    Ale nie będzie tak łatwo – same zgadnijcie, który to był film:
    1.

    JAK UKRAŚĆ MILION DOLARÓW

    How to Steal a Million
    USA, 1966, 118 min
    komedia kryminalna

    Reżyseria: William Wyler
    Obsada: Audrey Hepburn, Peter O’Toole, Eli Wallach, Hugh Griffith

    2.

    GERRY

    USA/Argentyna/Jordania, 2002, 105 min
    dramat

    Reżyseria: Gus Van Sant
    Obsada: Casey Affleck, Matt Damon

    3.

    JACK I JILL KONTRA ŚWIAT

    Jack and Jill vs. the World / Dick and Jane vs. the World
    USA/Kanada, 2008, 84 min
    komediodramat

    Reżyseria: Vanessa Parise
    Obsada: Freddie Prinze Jr., Taryn Manning, Vanessa Parise, Peter Stebbings

    4.

    MORZE MIŁOŚCI

    Sea of Love
    USA, 1989, 113 min

    Reżyseria: Harold Becker
    Obsada: Al Pacino, Ellen Barkin, John Goodman, Michael Rooker

    Jestem bardzo ciekawa, za czym obstawiacie

    UPDATE:
    Nonono, Majana, Ty naprawdę powinnaś zagrać w totka.
    Rzeczywiście, Gerry wymiata, nawet przy mongolskim kinie drogi. Zerkałam jednym okiem, ale w końcu tak mnie rozbawiło, że zmierzyłam jedną scenę – przez 6 minut dwóch chłopów wlekło się przez pustynię, nic nie mówiąc, nawet ptak nie przeleciał w oddali. Scena tak przykuła moją uwagę, bo spodziewałam się, że któryś z nich nagle upadnie, czy coś. Nic.
    I tak przez cały film – albo idą, albo siedzą. Dialogi zmieszczą się na jednej kartce A4, dużą czcionką. Jak na Matta Damona, czyli znanego wszystkim Bourne’a, to naprawdę było wyzwanie.
    No to Majanko link dla Ciebie :-)
    Placuszki

    w szkole Dextera. I jak zwykle jestem przerażona – w porównaniu z tym, co mówią inni rodzice, to ja się kompletnie nie interesuję jego nauką. Oni odrabiają z dziećmi lekcje, wiedzą, co jest w ich zeszytach, co jest zadane, co pan od fizyki powiedział…
    A ja? Nie mam nic do powiedzena na ten temat. Może to dlatego, że byłam trzecim, dość późnym dzieckiem (jak na tamte czasy – mama miała 40, tata 42) i jak pisała bodajże Pierwsza, przy trzecim dziecku należy się przejąć, gdy leje się krew?
    Ale ja wcale nie odczułam, żebym była zaniedbywana, olewana. W pierwszych klasach podstawówki owszem, mama sprawdzała, czy odrobiłam lekcje, ale potem to już tylko rodzice byli zawiadamiani o wywiadówkach. I się na nich pojawiali. Bywało lepiej i gorzej, na przykład w klasach 1 – 4 byłam uważana za słabą uczennicę i już. Byłam tak nieśmiała, że pani wyrobiła sobie o mnie zdanie, że jestem… hm… opóźniona. Chociaż z drugiej strony pamiętam, że ta sama pani nazywała mnie swoim chodzącym słownikiem ortograficznym niedługo potem, bo okazało się, że jak sama miała wątpliwości, to zawsze mogła mnie spytać!
    Więc w końcu jak to było? Muszę chyba podpytać rodziców. Albo siostrę.
    Piątą klasę zaczęłam już w innej dzielnicy miasta i nagle się okazało, że jestem wzorową uczennicą! Czerwony pasek w piątej, w szóstej klasie… Fakt, że poziom, jak teraz pomyślę, to była tam taki sobie, ale podobny jak w poprzedniej szkole.
    Ale o czym to ja miałam? aha, lekcje. No więc lekcje odrabiałam sama, jak czegoś nie wiedziałam, to pytałam kogoś w pobliżu. O tym, co się dzieje w szkole, w klasie, nie rozmawiałam z mamą, ale jak miałam ochotę, to zawsze mogłam pójść i opowiedzieć. W ósmej klasie już byłam na tyle pewna tego, że zasłużyłam na zaufanie, że zaczęłam oszukiwać. Rodzice wieeelu rzeczy o mnie nie wiedzieli. Ale to były tak niewinne sprawy, nikogo nie skrzywdziłam, siebie też (no, może poza paleniem), nie złamałam prawa, niczego nie zniszczyłam. Po prostu wiedziałam, że jedynym sposobem na spędzenie czasu z „nieodpowiednimi” koleżankami (i kolegami) jest żeby rodzice o tym nie wiedzieli. No to nie wiedzieli, i nikogo serce nie bolało, a ja też nie stoczyłam się.
    Może dlatego teraz tak mało interesuję się tym, co i z kim robi Dexter – żeby nie musiał mnie oszukiwać, bo i tak to zrobi?
    No dobra, ale ja dalej nie o tym.
    Chodzi mi o to, że uważam pilnowanie zeszytów u 15latka za grubą przesadę. Na miłość boską, ja w tym wieku byłam w pierwszej klasie liceum! Jeśli miałam problem z zadaniem z fizyki, to wiedziałam, że pomoże mi tylko siostra (ewentualnie), albo koleżanki. Owszem, ta mama, o której piszę jest akurat nauczycielką matematyki, więc to co innego. Ale sama pracuje, ma dwoje dzieci, KIEDY ona to robi???
    Druga sprawa, która mną wstrząsnęła – w klasie Dextera jest 3 chłopców – on, zwany „zdolnym, ale leniwym” buahaha, M – mały geniusz matematyczny, tzn. dwa lata młodszy i I – dys- wszystko co możliwe i olewający wszystko, co możliwe. Z KIM ja mam porównywać mojego syna? Oczywiście, to moja wina, zapisałam go do prywatnej szkoły bez renomy, to mam. Ale wstrząsnęło mną to, co powiedziała mama I – że jej starsza córka była prymuską i na zebrania chodziła dla przyjemności posłuchania o córeczce. A potem trafił jej się I – dys dys i dys, który nie wiadaomo, czy ukończy gimnazjum. Oczywiście ja od razu zaczęłam główkować – a co, jeśli z Deedee będzie to samo? Jak dotąd, uważałam ją za bardzo inteligentną. No, lubi i umie czytać książki, kiedy czyta mi na głos to słyszę, że odgaduje bezbłędnie kontekst. Ale wszystkie małe dzieci lubią czytać! Za to wczoraj akurat Deedee powiedziała, że będą mieli test z drzew (sic! swoją drogą, w I klasie to raczej powinno się pierwszy test pisać ze znajomości literek i cyferek oraz zrozumienia tekstu, ale może ja się nie znam, skończyłam w końcu zupełnie inny kierunek – nauczanie początkowe ;-)). Czyli z czego to liść, jakie to iglaste, czyja szyszka i czyj kasztan. No no no, ja bym oblała. Ale że dzięki dziadkom należącym do Świata Xiążki mamy dom zapchany wiedzą na każdy temat, to wyciągnęłam zaraz z siedem leksykonów o przyrodzie, dla młodszych, starszych a nawet martwych i zaczęłymy odświeżać wiadomości. Zresztą już w weekend na przykładach było omawianie. I teraz NIE WIEM – czy ja za dużo po niej oczekuję, czy coś jest nie tak – żeby 7latka nie mogła zapamiętać, że żołędzie to dąb?!
    Ja rozumiem, że liścia lipy i jaworu to nie musi odróżniać, ale ŻOŁĘDZIE?!!!
    Chociaż może rzeczywiście – w końcu dla nas to oczywiste, że leżą żołędzie, znaczy się dąb nad nami. Ale ile razy powiedziało się o tym dziecku? Najwyżej się mówi „popatrz, żołędzie, zbieraj!”
    Się rozpisałam. A chodzi mi jedynie o to, że jeśli ona będzie miała problemy z nauką, to się pochlastam.
    A, jeszcze poproszę o podpowiedź – jeśli czyta świetnie, to chyba dysleksji nie ma? A dysleksja to zdaje się najgorsze, bo ani języków, ani zapamiętać cokolwiek, mam rację?

    No to fotki

    10 komentarzy

    Moja dzielna mała córeczka, któa niczego się nie boi:

    i jest uczniem całą gębą

    a w mudnurku jej do twarzy, nespa?

    I podczas apsowania dzieci musiały wypić cytrynę i się uśmiechnąć:

    A teraz obiecana zagadka – w jakim muzeum byliśmy?

    to na środku szare, to kościotrup

    ten Budda miał 20 metrów wysokości

    profil sfinksowy

    a to podobało mi się najbardziej.
    Były też piranie, żywe i ogromne, suszone krokodyle, węże i motyle. Były bębenki i mnóstwo książek. I figura z Wysp Wielkanocnych i piramida.

    sprawę ulubionych blogów.
    BO SKORO MAM JEDEN DZIEŃ URLOPU I POTEM 3 DNI NADRABIAM ZALEGŁOŚĆI W CZYTANIU ZAMIAST PRACOWAĆ TO CHYBA COŚ TU JEST NIE TAK!
    Grubo nie tak.
    Ale jak mam ograniczyć blogi, jeśli pod każdym z nich jest ktoś, kogo chcę znać, czytać, interesuje mnie, co u niego?

    No, fajnie było. Co prawda, do Zaurolandii nie dotarliśmy, ale też było zajebiście. Jak będę miała zdjęcia, to będzie zagadka, gdzie byliśmy.
    Zostaliśmy ugoszczeni po pachy, już dawno tak nikt koło mnie nie skakał. Aż mi było głupio, że ja ostatnio tak olewam gości, chociaż tak naprawdę to też wszyscy się nie mogą nachwalić żarełka. Poza tym zawsze wracam od tych znajomych ubawiona, ale z lekką chandrą w tyle głowy – bo oni prowadzą takie właśnie życie, jakie ja bym chciała. Oni SĄ tacy, jak ja bym chciała, żebyśmy z m byli.
    Rozwinę myśl później, bo ciekawe rzeczy wypisujecie w swoich blogach, idę czytać.

    Jutro jadę!

    4 komentarzy

    Muszę jeszcze tylko sprawdzić, jakie atrakcje są w Poznaniu i wokół, coby dzieciary się nie nudziły, biorę aparat i będę się uczyć robić zdjęcia. W planach jest również muzyka z Magnolii, walc, mojito i kominek. Oby tylko droga nie dałą nam w dupę. Dexter niestety zostaje, ma w piątek próbne testy humanistyczne, niech się chłopak szkoli.

    A jakie się ma

    1 komentarz

    sny po Pratchetcie :-)))

    Ślubowanie

    4 komentarzy

    Dzisiaj połowa dnia spędzona w szkole Deedee – PASOWANIE NA UCZNIA.
    Fajne są takie małe wiejskie szkoły – o ile nauczycielom coś się chce robić. Akurat jej pani jest bardzo energiczna (z pokolenia „jeszcze”) – dostali po żakowskiej czapce, mundurki, wielkie ołówki, pióra, którymi odtąd mają pisać, dyplomy, posadzili w szkolnym ogródku wrzosy, śpiewali, recytowali, pokonywali przeszkodę.
    Ja zasłużyłam się ciastem cytrynowym – wyjątkowo dobre tym razem, bo świetnie trafiłam z kwaskowatością.
    Zdjęcie oczywiście będzie później.
    Skąd ja biorę energię? No właśnie, wczoraj to akurat to ciasto zabrało mi pół dnia, bo cierpiałam na wyjątkowe spowolnienie ruchów i myśli. Do wieczora snułam się jak mucha w smole.
    Za to wieczorem padł m, a ja obejrzałam sobie Korowód Stuhra. Ciekawy film. Tylko wkurzał mnie dobór aktorek – dwie młode, szczupłe, z końskim ogonem, o bardzo podobnych rysach twarzy. Przez większość filmu myliło mi się, co się której przydarzyło, tym bardziej, że za obiema ktoś chodził, śledził i nie wiedziałam kto kogo. Ale dobry film.
    A Pratchett coraz bardziej mnie wciąga. W sobotę, u fryzjera, o mało z fotela nie spadłam ze śmiechu.
    Ach, no i sobotni wieczór spędziłam w ekskluzywnej strefie Gdyni – w pięknym apartamencie w Orłowie, w garażu najnowsze ferrari, na parterze portier, przy stole pewnien wysoko postawiony pan, który gdzież to nie był, czego nie widział i czego on nie ma.
    No nie mogę się jakoś powstrzymać od złośliwości :-)
    Panowie perorowali, a ja i pewna lekarka chichotałyśmy za ich plecami.
    Potem zgodnie stwierdziłyśmy, że nic nie skumałyśmy, o czym oni mówili.
    Ale to temat na osobną notkę. O tym, jak życie, wykształcenie i środowisko, m.in. chociażby miejsce zamieszkania może wpłynąć na dwie osoby, które w dzieciństwie były tak podobne do siebie. Po dwudziestu paru latach jesteśmy w zupełnie różnych światach. Rymło mi się

    Od wczoraj jestem fanką pani Doroty Kolak – co za babka!
    Przedstawienie było świetne, komedia obłędna, a pani Kolak błyszczała. Na koniec, podczas oklasków, przyszły dziewczyny i wręczyły aktorom po bukiecie, okazało się, że to z okazji 100 przedstawienia.
    Nawet siedzenia były wyjątkowo wygodne, publiczność w porządku, chociaż przeważała młodzież licealna – w końcu to tani czwartek był.
    I po raz pierwszy jestem zdecydowana iść jeszcze raz na to samo do teatru – teraz zabieram m, kumpla, kumpelę i kto tam się jeszcze nawinie. Nawet teściową zabiorę. I jej kumpele też mogą z nami iść. O, muszę sprawdzić, czy Dexter się łapie wiekowo?

    Hm, nie podają… Dziwne.

    Obśmiałam się straszliwie :-DDDD
    Jeszcze chodzą mi po głowie teksty:
    „Jesteś jeszcze atrakcyjna, młoda, możesz jeszcze kogoś znaleźć…” „Taa, jestem z pokolenia JESZCZE”


    • RSS