batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 1.2009

    Zgadnijcie, kto dostał drugą nagrodę klas 1- 3 za strój karnawałowy ;-)

    i zbliżenie perfekcyjnego makijażu

    A ja znów jestem chora, szszfak. Dawno nie chorowałam.
    Deedee za to w nocy miała gorączkę.
    Wiosny!!!!!!!!!!!

    Może to mocno powiedziane, ale na razie wszystko ok – jutro się zważę. Wczoraj kosztowało mnie to dużo dobrej woli, bo wróciłam później niż zwykle i musiałam zrobic sobie obiad od podstaw. Ale za to mam już i na dzisiaj, a wyszło mi przepyszne – ryba z mieszanką chińskich warzyw i dzikim ryżem (boję się go trochę, że ugryzie albo co), wszystko posypane przyprawą 5 smaków i polane sosem sojowym.
    Wykopałam również z tyłu szafki herbatkę Afrodyta, która akurat na mnie działa w sam raz – przyspiesza trawienie, ale nie piorunująco.
    Może sobie jeszcze kupię BioCLA?
    A że szydełkuję, to i nie ciągnie mnie co chwilę do lodówki.

    Dzisiaj prześledziłam najnowsze trendy w urządzaniu wnętrz i znalazłam przy okazji kilka bardzo ciekawych sklepów internetowych z prezentami. Przez jakiś czas będzie spokój z wymyślaniem na różne okazje. Zwłaszcza taki jeden sklep jest fajny – są tam zabawki kreatywne i to w całkiem przywoitych cenach (np. zrób sobie własny wulkan z gipsu za pomocą sody oczyszczonej wywołaj erupcję. Dobre, co?) Jest też pudełko z szydełkami igłą i włóczka do nauki szydełkowania. Ja umiem, ale jest tam instrukcja również dla leworęcznych, co w przypadku Deedee przyda się.
    Wczoraj zasiadłam do swojej serwetki, a potem przypomniało mi się, że trzeba coś wymyślec i zrobic na bal przebierańców. Ponieważ Deedee dostała jesienią takie koralikowe nakrycie głowy z Egiptu, postanowiłyśmy już dawno, że na balu będzie Kleopatrą. Do tego odpowiedni makijaż (mam świetny złoty eye-liner, którego nic nie rozmaże), tylko co dalej? W końcu znalazłam taką długą wąską spódnicę w jej szafie, bluzka też nie za szeroka, ale dalej to nie było to. Wykroiłam z brystolu koło i zrobiłam z tego kołnierz, taki a’la egipski, Namalowałam na nim wzory kojarzące się ze słońcem i ornament grecki (no co, hieroglifów przecież nie powypisuję), a Deedee i jej koleżanka pokolorowały to i ozdobiły (niech żyje klej brokatowy i brokat w ogóle)
    Rano wstałyśmy wcześniej, umalowałam ją i zrobiłam zdjęcie. Jak nie zapomnę, to jutro pokażę.
    Potem dziewczyny zobaczyły, że szydełkuję, więc wzięły moje pudełko do szycia i zaczęły sobie przy stole kuchennym wyszywac. I niech mi ktoś powie, że płec nie ma znaczenia! Ponieważ sama pamiętam, że bardzo wcześnie nauczyłam się robic stroje dla moich lalek na szydełku, bo mama mnie nauczyła łańcuszka, słupków i półsłupków, postanowiłam, że będę uczyc tego Deedee.
    jeszcze jedno c z kreseczką i odwiozą mnie do Tworek, nawet nie wiecie, jakie to upierdliwe wracac co chwilę i wstawiac c
    Ale o czym to ja? No tak, będę ją uczyc szydełkowac i haftowac, bo bardzo często spotykam się z reakcją „o, jaka ty jesteś zdolna, ja nie mam do tego cierpliwości, poza tym mnie to by tak ładnie nie wyszło i w ogóle nie miał mnie kto nauczyc” No właśnie, Deedee ma się od kogo nauczyc. Znam haft płaski, angielski, krzyżykowy, richelieu, szydełko nie ma dla mnie tajemnic, tylko z drutami słabo, ale też pamiętam, jak sobie robiłam całkiem wymyślne swetry w liceum – kwestia przypomnienia.
    Moja mama przed świętami upadła na schodach. Oczywiście, nie poszła do lekarza, tylko moczyła rękę w Ludwiku i smarowała maścią i amolem. Wczoraj w końcu siostra zaciągnęła ją na prześwietlenie i oczywiście okazało się, że kośc była pęknięta, teraz się zrosło.

    Serwetka dla koleżanki skończona, dla drugiej babki na ukończeniu, znowu mnie wzięło. Marzy mi się jakaś nowa zazdrostka do kuchni, ale nie mam ciekawych wzorów. Kończę „Miłośc nad rozlewiskiem” (tak, dalej nie mam c z kreseczką), niestety przepisy jak dla mnie już zbyt wyszukane – typu baranina, a przetworów też nie lubię robic.
    Poza tym – nie chce mi się sprzątac, a po kątach już mi coś kiełkuje. Za to bardzo chce mi się do kina, ale kumpela wyjeżdża na narty i nie mam z kim. Chyba, że z teściową, ale jakoś mnie to nie pociąga… Może wyciągnę m na Benjamina Buttona?
    Poza tym – wczoraj uległam ogólnopolskiej histerii i pojechałam się zaszczepic, Dexter i teściowa również. Została mi jeszcze Deedee. Szfak. Dzisiaj zawożę ją na jej czirliderstwo, więc odpada… chociaż w sumie można by spróbowac, miałabym jutrzejsze popołudnie dla siebie.

    Już zarejestrowana.

    Poza tym moje myśli cały czas zaprząta dieta, bo niestety zapuściłam się strasznie w tym roku (no, może nie aż tak strasznie, ale przytyło mi się połowę tego, co zrzuciłam w 2007). Nie ma się czym chwalic. A mówią, że jak się przez rok utrzyma wagę, to już nie ma się czego bac. Niestety, minął ponad rok i pomału, pomału zaczęło mi przybywac. Teraz będzie równo dwa lata, jak zaczęłam odchudzanie. To najwyraźniej dobra pora dla mnie, zawsze pod koniec stycznia coś zaczynam.
    Poza tym – chciałabym się jeszcze zapisac na aqua aerobik, to byłaby pełnia szczęścia.

    Nigu, ja już starciłam cierpliwośc do wstawiania komentarzy u ciebie, bo co prawda, jak jest zły kod to komentarz nie leci w kosmos, ale niestety ostatnio zrobiły się tak nieczytelne, że po kilka razy próbuję i ciągle nie ma możliwości odczytania kodu. ALbo się przenieś na inny serwer, albo pogadamy sobie u mnie lub u majany.
    ALe chciałam u ciebie napisac, że przyniosę na babski wieczór „Co się wydarzyło w Madison County” – to sobie poryczymy razem

    a dla Deedee do tego mocno usportowiony.
    W sobotę zawieźliśmy kumpelę i Deedee na lodowisko. I tu się muszę znowu pochwalic moim genialnym dzieckiem – po 15 minutach już jeździła sama, a pod koniec śmigała na równi z dorosłymi.
    Potem spędziliśmy upojne chwile w Leroyu, a dokładnie 4 godziny. CZTERY
    Żeby wybrac szafkę z umywalką i lustro. Nie pytajcie.

    W niedzielę pierwsze zajęcia na basenie. Szkółka bardzo profesjonalna i fajna, dziecko zadowolone, życ nie umierac (tak, mam nową klawiaturę, która robi wszystko poza c z kreseczką). Jka ją ubierałam powiedziała, że pod koniec już wykonywała zadania jako NIE OSTATNIA, więc stwierdziłam, że pewnie będzie sportsmenką. „No pewnie, przecież będę skakac o tyczce!”
    Taki zawód wybrała w zeszłym roku i tego się konsekwentnie trzyma. Hm.
    Potem szybki powrót do domu i pojechała do kina z sąsiadką i jej córką. A po powrocie jeszcze obejrzała z nami „Film o pszczołach”, bardzo dobry, kupa śmiechu, jak to mówią.

    Poniedziałek – zebrania w szkołach – oczywiście o tej samej porze, więc tatuś został wydelegowany do Dexterowej uczelni. Potem czekał jeszcze, żeby odebrac Dextera z angielskiego i zadzwonił do mnie.
    m: No i jak tam?
    ja: Moje dziecko bardzo grzeczne i zdolne, a twoje?
    :-)

    No właśnie, piszę notkę drugi dzień i znowu muszę się pochwalic – Deedee została wyczytana na apelu i zebraniu jako najlepsza uczennica klas pierwszych. Dzięki komuś tam na górze za wszystkie radości, których oszczędzono mi przy pierwszym dziecku.

    A propos pierwszego dziecka – znowu wojna domowa. Średnia 4,26, owszem. Ale u niego w klasie jest 12 osób, z czego co najmniej cztery to głąby! Ale nawet nie o to chodzi. Tym razem słonko zadecydowało, że niemiecki i geografia już mu się do niczego nie przydadzą, więc nie będzie się ich uczył. I już. Zachowanie „dobre” dostał na zachętę, nosz kur…
    Poza tym mam już dośc jego wzdychania – na każde moje zdanie cztery wzdechy, że znowu musi ze mną rozmawiac. OK, już nie musi. Dzisiaj ostatni raz miał zrobione kanapki do szkoły, a po południu SAM ZDECYDUJE, co zje na obiad. I go sobie zrobi. Ciekawe, kiedy znudzi mu się jajecznica?
    Pozna siłę swoich decyzji, oj, pozna…
    Rano wysadziłam go na początku ulicy, a nie pod szkołą. No co, nie musi mi się chciec jeździc w przeciwną stronę, niż moja praca, zwłaszcza, jeśli mam to robic dla osoby, która wzdycha znużona na każde moje słowo.

    (a w piątki zazwyczaj mam dobry humor), to mam ochotę napisa coś zabawnego.
    Nie wiem, jak Was, ale mnie bardzo śmieszy jedno wspomnienie: parę lat temu to było, zasypiam wkurzona o coś tam na m, po czym śni mi się, że co zasypiam, to on mi daje kuksańca w plecy łokciem. I tak zasypiam i budzę się parę razy, w końcu nie wytrzymuję nerwowo i jak go nie chlasnę!
    Wyobraźcie sobie jego zdziwienie :-DDD

    Zapisałam Deedee na basen, znalazło się wolne miejsce, w niedziele o 12.00. Ale piszczała, jak się dowiedziała :-)

    Poza tym cały czas nosi na ręku gumkę do włosów (jako bransoletkę), którą kupiłam jej w sobotę, taką z „klejnotami”. A wczoraj wieczorem przyszła do nas i mówi „Czy ktoś mógłby mnie przytulić, bo bardzo mi was brakuje” Sieroca choroba normalnie :-)

    A ja? Czaruję wiosnę – robię kolorowe serwetki na szydełku, żeby obdarować wszystkich przed Wielkanocą. Teraz robię dla koleżanki z pracy, bo ma okrągły szklany stolik w kuchni. Potem będzie bieżnik dla sąsiadki. Potem coś dla mamy kumpeli (chciałabym taką owalną, na ławę). Odkryłam też sklep internetowy, w którym można kupić takie różne akcesoria do robótek, np. akrylowe przezroczyste jajka, które można ubrać w szydełkowe sukieneczki i potem sobie powiesić na wielkanocnej „choince”. O, muszę jeszcze zrobić coś dla ciotek ema, bo na Wielkanoc jedziemy do nich. Deedee w końcu zobaczy swoją prababcię.

    Wieczorem podczas tradycyjnych już pogawędek w łóżku rozmawialiśmy z m o Dexterze. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale jestem bardzo ciekawa. A, no właśnie, ciąg dalszy o karze na komputer – w sobotę m skrócił mu karę i pozwolił włączyć. A w niedzielę rano już musiał to odwołać – jak zwykle było pyszczenie na temat, czy trzeba iść do kościoła i po co to całe bierzmowanie… Następnym razem, jak Dexter będzie pytał o skrócenie kary, mamy świetny argument w ręku.

    M jest meteofobem – w sumie to nic dziwnego, do pracy ma 110 km i to przez wiochy i lasy. Choćby się waliło i paliło, musi obejrzeć prognozę pogody, w nocy budzi się i patrzy, czy coś pada, w niedzielę wieczorem jego depresja się pogłębia, bo znowu trzeba rano jechać i zacząć nowy tydzień. Koszmar. Rozmawialiśmy o tym i rzuciłam, żeby w takim razie szukał pracy bliżej. A on na to „No tak, ale gdybym pracował w G. – wyobrażasz sobie te korki?!” Poddałam się.

    Kumpela miała kupić w tym tygodniu samochód, ale zrezygnowała. Szkoda, bo ciągle jest problem w niedziele – jest u nas przez weekend, a w niedzielę musimy kombinować, kto i jak ją odwiezie do domu, bo autobusem się jej nie chce i wcale się jej nie dziwię, a nie zawsze jej gach jest pod ręką i chętny. Kiedyś pracowała na 8 i jechała ze mną i dzieciakami rano, teraz musiałabym budzić dzieci i pędzić do P na siódmą, co też nie jest wyjściem, zwłaszcza w poniedziałki.
    M ma swoją teorię na jej temat – że ona nie chce się z niczym wiązać, niczego mieć, totalny singielek z niej. Może i prawda. Zwłaszcza, że regularnie obserwuje nasze życie codzienne i widzi, jak walczymy z domem, ogrodem, samochodami, kotami, dziećmi, babcią itd.

    O, chociażby wczoraj – musiałam zmienić olej w mojej raszpli, po czym odebrałam ją, pojechałam do domu i dopiero wtedy zastanowiłam się, gdzie jest filtr powietrza, który chciałam kupić i m miał go zamontować. I siedzę teraz i czekam aż przyjdzie do pracy facet, który robił mój samochód, żeby go zapytać. I są trzy wyjścia – albo go sami zamontowali, albo tego nie zrobili, albo skasowali mnie za filtr i nie dali go.
    Ja się do tych spraw w ogóle nie nadaję!

    Wczorajszy dzień rozpoczęłam kacem gigantem, ale już o drugiej podniosłam się :-) i zawiozłam Deedee i kumpelę do Aqua Parku, gdzie sama siedziałam w kawiarni, popijałam kawkę, czytałam Kalicińską i popatrywałam przez ścianę, jak ta mała chuda dupka szaleje w wodzie :-) Rozczulający widok.
    Po wszystkim poszłam po samochód, podjechałam pod wejście, kumpela instaluje małą w foteliku, spoglądam w lusterko i… „Co ona ma na głowie?!”
    Okazało się, że ktoś zostawił czapkę w przebieralni w koszu, a one tę czapkę zgarnęły razem z resztą swoich ubrań. A że czapka biało niebieska, z kwiatkiem na przodzie, pasowała na łepetynkę, to kumpela się nie zorientowała… Deedee o mało nie zeszła na zawał – wielkie oczy i „Jezu…” i zaraz zaczęła ściągać, żeby jej nie złapali z dowodem rzeczowym na głowie.
    A więc ta niedziela nie była dniem straconym, i niech tak zostanie. Przed nami lodowisko.
    Obejrzałam drugi raz „Rezerwat”, bo m jeszcze nie widział. Poszłabym do kina na ten film o końcu świata, tylko nie wiem, czy warto. Dexter był, ale jedyne, co usłyszałam to beznamiętne „może być”.
    Zabrałam się za wywoływanie wiosny – robię serwetki na Wielkanoc, żeby obdarować znajomych i krewnych. Niestety, chyba nie za dobra wiedźma ze mnie, bo rano zastałam za oknem biały świat…
    Moja kurtka jest nadal najpiękniejsza na świecie.
    Frotka rozwaliła mnie swoim pytaniem zadanym na blogu i teraz marzę o wizycie w mpiku – tyle jeszcze nie przeczytałam i nie zobaczyłam!

    To nasza choinka, która wydawała mi się niezbyt obiecująca, ale jak już wystroiłam, to nie mogłam się z nią rozstać

    nie jest krzywa, to statyw mi się rozjeżdżał :-)
    To nasze zajęcia przed świętami:

    i w trakcie:

    A tu proszę, kto nas odwiedził:

    A tu Deedee demonstruje swoje umiejętności cheerleaderskie:

    Przypadkiem nawet była ubrana pod kolor pomponów :-)
    A to bonus dla Majany, tort galicyjski, przed konsumpcją:

    i w trakcie (wiem, nie umiem robić ciastom tak ładnych zdjęć, jak ty)

    A teraz prezenty, Deedee nad swoim:

    m nad swoim

    i mój:

    A teraz WOŚP:
    Za każdym razem robię zdjęcie Sea Tower, ale to zaraz usunę, bo nie chcę się nim z nikim dzielić, takie jest ładne :-)

    A tuż obok stał śwież odmalowany:

    Potem byliśmy na statku szkolnym Horyzont:

    A jak wyszliśmy to było takie niebo:


    • RSS