Zapisałam Deedee na basen, znalazło się wolne miejsce, w niedziele o 12.00. Ale piszczała, jak się dowiedziała :-)

Poza tym cały czas nosi na ręku gumkę do włosów (jako bransoletkę), którą kupiłam jej w sobotę, taką z „klejnotami”. A wczoraj wieczorem przyszła do nas i mówi „Czy ktoś mógłby mnie przytulić, bo bardzo mi was brakuje” Sieroca choroba normalnie :-)

A ja? Czaruję wiosnę – robię kolorowe serwetki na szydełku, żeby obdarować wszystkich przed Wielkanocą. Teraz robię dla koleżanki z pracy, bo ma okrągły szklany stolik w kuchni. Potem będzie bieżnik dla sąsiadki. Potem coś dla mamy kumpeli (chciałabym taką owalną, na ławę). Odkryłam też sklep internetowy, w którym można kupić takie różne akcesoria do robótek, np. akrylowe przezroczyste jajka, które można ubrać w szydełkowe sukieneczki i potem sobie powiesić na wielkanocnej „choince”. O, muszę jeszcze zrobić coś dla ciotek ema, bo na Wielkanoc jedziemy do nich. Deedee w końcu zobaczy swoją prababcię.

Wieczorem podczas tradycyjnych już pogawędek w łóżku rozmawialiśmy z m o Dexterze. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale jestem bardzo ciekawa. A, no właśnie, ciąg dalszy o karze na komputer – w sobotę m skrócił mu karę i pozwolił włączyć. A w niedzielę rano już musiał to odwołać – jak zwykle było pyszczenie na temat, czy trzeba iść do kościoła i po co to całe bierzmowanie… Następnym razem, jak Dexter będzie pytał o skrócenie kary, mamy świetny argument w ręku.

M jest meteofobem – w sumie to nic dziwnego, do pracy ma 110 km i to przez wiochy i lasy. Choćby się waliło i paliło, musi obejrzeć prognozę pogody, w nocy budzi się i patrzy, czy coś pada, w niedzielę wieczorem jego depresja się pogłębia, bo znowu trzeba rano jechać i zacząć nowy tydzień. Koszmar. Rozmawialiśmy o tym i rzuciłam, żeby w takim razie szukał pracy bliżej. A on na to „No tak, ale gdybym pracował w G. – wyobrażasz sobie te korki?!” Poddałam się.

Kumpela miała kupić w tym tygodniu samochód, ale zrezygnowała. Szkoda, bo ciągle jest problem w niedziele – jest u nas przez weekend, a w niedzielę musimy kombinować, kto i jak ją odwiezie do domu, bo autobusem się jej nie chce i wcale się jej nie dziwię, a nie zawsze jej gach jest pod ręką i chętny. Kiedyś pracowała na 8 i jechała ze mną i dzieciakami rano, teraz musiałabym budzić dzieci i pędzić do P na siódmą, co też nie jest wyjściem, zwłaszcza w poniedziałki.
M ma swoją teorię na jej temat – że ona nie chce się z niczym wiązać, niczego mieć, totalny singielek z niej. Może i prawda. Zwłaszcza, że regularnie obserwuje nasze życie codzienne i widzi, jak walczymy z domem, ogrodem, samochodami, kotami, dziećmi, babcią itd.

O, chociażby wczoraj – musiałam zmienić olej w mojej raszpli, po czym odebrałam ją, pojechałam do domu i dopiero wtedy zastanowiłam się, gdzie jest filtr powietrza, który chciałam kupić i m miał go zamontować. I siedzę teraz i czekam aż przyjdzie do pracy facet, który robił mój samochód, żeby go zapytać. I są trzy wyjścia – albo go sami zamontowali, albo tego nie zrobili, albo skasowali mnie za filtr i nie dali go.
Ja się do tych spraw w ogóle nie nadaję!