to jestem, tylko trochę jeszcze choruję, więc do pracy chodzę jak się wyśpię i wychodzę jak zrobię, co trzeba. Tak to bym mogła pracowac :-) żeby mi tylko jeszcze tyle samo płacili. W sumie nie jest źle, kaszlę nadal, ale coraz mniej. Za to martwi mnie Dexter, który zanosi się kaszlem całe dnie, dziś trzeci dzień bierze antybiotyk, nie wiem, po co. Jak do piątku nic się nie zmieni, to pójdę z nim na kontrolę, a potem to chyba do szpitala. Czarownie, ferie się kończą, za dwa miesiące egzaminy, a temu się zebrało na chorowanie.
Kończę bieżnik dla mojej siostry (już chyba dłuższej ławy to nie mogła kupic, półtora metra rwał jego nac) i zabiorę się za coś nowego, już się nie mogę doczekac.
Od dłuższego czasu nie mogłam się doprosic, żebyśmy obejrzeli „Dzikośc serca”, którą kupiłam z jakąś gazetą. Dawno to widziałam, więc w pamięci miałam tylko, jak Sailor śpiewa Luli Presleya. Wczoraj postanowiłam sobie to w końcu zapuścic. Po pół godzinie przerwałam i dokończyłam oglądanie po 22. No doprawdy, tyle brutalnych scen i seksu to już dawno naraz nie widziałam. A że w domu były 2 dziewczynki i 4 chłopaków, to chyba słusznie przełożyłam to na ciszę nocną :-) I tak Deedee raz przechodziła do łazienki i słyszę: „fuj. całują się.”

Jej pasja do skoków o tyczce nadal się rozwija. Wczoraj włączyła sobie dwójkę i z uwagą przyglądała się poczynaniom mistrzyni Polski, z miną mówiącą „no nieźle, nieźle, ale ja to im dopiero pokażę”. Nawet zna nazwisko tej mistrzyni (ja niestety nie pamiętam).

Ale ale, najważniejsze – w piątek m przyniósł mi walentynkowy prezent (każda okazja jest dobra, żeby sobie coś kupic, nawet to kretyńskie święto) – „Mamma mia” na DVD. Jak zapuściłam w sobotę, to w pewnym momencie okazało się, że cała rodzina siedzi przed tv i ogląda, nawet Dexter. Didi za to aż dech zaparło – piosenki jej wyjątkowo podpasowały, a o wątek czasem się dopytywała. Trochę zabrnęliśmy w pewnym momencie, bo weź tu człowieku wytłumacz siedmiolatce, że babka nie wie, który facet jest ojcem jej dziecka. Nawet dziecko próbowało nam pomóc w docieczeniu prawdy, zadając pytania dodatkowe typu „no to który się z nią ożenił?”. Wtedy nie pozostało nic innego tylko zmienic temat.
W każdym razie film się podobał, zwłaszcza mojej rozśpiewano – tańczącej córce. W poniedziałek odwiedziły ją dwie koleżanki i o mało nie spadłam z krzesła, jak podsłuchałam Deedee streszczającą im ten film. Wzięła okładkę do ręki, pokazuje im i mówi:
„To jest super film, mówię, wam. To jest dziewczyna, to jej mama, a to jest jej trzech ojców. TRZECH. I potem ten się ożenił z tą, a ten z tą, a tamta już miała męża”
:-)))))

I co ja mam teraz wymyślec w rewanżu temu mojemu emowi (tym bardziej, że sam sobie kupił Indianę J z czaszką)? Może dla odmiany trochę sek su? ;-)

Indiana też b. fajny zresztą.

No tak, a w ramach odchudzania wczoraj popełniłam taki makaron z tuńczykiem, że rzuciło wszystkich na kolana. I jeszcze pastę jajkową do kanapek. Ach, no tak, Majanko, były też te Twoje livańce. Bardzo prosto się je robi – daje się przepis teściowej i wraca do kuchni za pół godziny ;-) Tylko bardzo Cię proszę, sprawdź, czy rzeczywiście dałaś tam tylko 5 dag mąki, bo jakoś mi się wierzyc nie chce.
Ale tak naprawdę, to nadal twardo się odchudzam – niedługo wielkanoc i wyjeżdżamy do rodziny, trzeba się będzie pokazac po latach, co nie? Co ja na siebie włożę, o bosze, o bosze……