jak pisała Skaf.
Jako że wczorajsze popołudnie było nudnawe i długie, a nas się zebrały dwie pary, to postanowiliśmy wyrzucic stówkę i pójśc do kina. A ponieważ w tych dwóch parach było dwóch facetów, to Benjamin Button przegrał z Walkiriem Cruisem. Nie no, nie był to zły film, niczego nie można się było doczepic, jak się jest żoną m to nie sposób nie znac szczegółów wszystkich zamachów na Hitlera.
Wyszłabym z kina nawet zadowolona, gdyby nie grupka debili, która musiała usiąśc oczywiście za nami. Była wśród nich jedna dziewczyna, która wybitnie się nudziła, więc latała po orzeszki a potem pracowicie nimi szeleściła. Ale to jeszcze można znieśc (tylko w imię czego?). Gorsi byli jej kumple – dwóch siedziało w miarę spokojnie, ale dwóch bez przerwy paplało do siebie. Papużki kuerwa nierozłączki. Najpierw na jakiś czas uspokoił ich m, pod koniec znowu zaczęli, to Dexter się wtrącił w ich konwersację. Nasi znajomi siedzieli przed nami i też mieli nerwy jak postronki. Jak film się skończył to m ostentacyjnie oznajmił, że „film niezły, tylko te pedały za nami nie mogły się nagadac”
Piątkowa kolacyjka u brata bardzo pozytywna, byłam pełna podziwu dla m, który pozwolił mi wypic drinka i do 22.30 nie marudził, żeby iśc. W drodze powrotnej jeszcze kupił mi breezerka na stacji, żebym mu nie usnęła po drodze. Niestety, niewiele to pomogło – po wejściu do domu miałam jeszcze ambitny plan dotrzymania mu towarzystwa, niestety, w połowie drinka osunęłam się na poduszkę i tak już zostałam.
Za to w sobotni wieczór poszłam jeszcze wcześniej spac, bo na Nat Geogr były pasjonujące filmy o tragedii Gustlofa, a potem Titanica, nie zdzierżyłyśmy z kumpelą i postanowiłyśmy sprawdzic, jak to jest się wyspac w weekend.
Deedee wczoraj znowu pływała, jak przystało na córkę m – pływa jak uboot, czyli płynie zanurzając się stopniowo, wynurza się i znowu płynie w dół. Grunt, że chce i niedługo będzie umiała.
A my z kumpelą postanowiłyśmy zapisac się na aqua aerobic. Ja i kostium kąpielowy, hahaha! Ostatni raz to się zdarzyło w liceum. Ale coś trzeba robic, nie? Żeby nie zgnuśniec.
Jest jeszcze parę rzeczy, o których mogłabym napisac, ale jakoś tak nie mogę się przełamac. Jednak blog to nie jest miejsce, gdzie można wszystko napisac…
Idę zobaczyc, co u was, zwłaszcza nigu zajmuje moje myśli.
No a teraz rónież prunnella – czemu ja się do ciebie dostac nie mogę, już mnie nie lubisz?!
PS: Zapomniałabym o najważniejszym – śnił mi się Jack Nicholson. I wcale to nie było o tym, że ja go chciałam, a on mnie nie :-) Warto pójśc spac w sobotę o 22.00 Mrrrr, najseksowniejszy facet na świecie, nawet teraz, wiem, jestem zboczona.