Czy ktoś wie, czy mi powie? Założę się, że najprędzej Stardust będzie wiedziała, bo jest najdalej ;-)

Pączków nie ruszyłam, na wadze trochę mniej, niewiele, ale zawsze. Przynajmniej życ się chce (do braku c z kreseczką można się przyzwyczaic) tym bardziej, że jak zauważyła Majana słoneczko świeci.

Bardzom ciekawa, co nam się uda uwędzic przy tym mrozie, rano było -10. Ale przy odpowiedniej ilości środków dopingujących przypuszczam, że pożremy te ryby jutro wieczorem na pół surowe. Zawinę sobie w liścia z drzewa, co rośnie obok wędzarni i będę miała sushi :-) To znaczy, liście chwilowo przebywają pod śniegiem, ale coś tam sobie wygrzebię. Jakby co, to mam jeszcze wodorosty do sushi w zamrażarce, TEŻ ZIMNE JAK DIABLI.

Ktoś za tę temperaturę beknie. I to grubo.

Mam ambitny plan zawiezienia Deedee do muzeum, w ramach starań o brązową odznakę Gdańskiego Lwiątka, wydrukowałam sobie godziny otwarcia w weekendy i ze spisem w ręku ruszamy w miasto. Muszę też jej kupic okulary do pływania (bo rozdeptała), czepek (żeby jej w końcu nie oskalpowac) i klapki (bo zgubiła pół podeszwy). Ze swoim strojem kąpielowym zaczekam jeszcze chwilę, bo na razie nie ma miejsc na aquaaerobiku :-(((

Ku pamięci – wezwaliśmy do Dextera egzorcystę, ma byc jutro rano…

Dziś rano rozbawił mnie widok kota czającego się na drugiego kota zza tornistra Deedee. Szkoda, że nie da się życ, chodzic i spac z włączonym aparatem fotograficznym na szyi.

No i jeszcze mam ambitny plan upieczenia nocnych bułeczek na jutro lub pojutrze rano, ale wiecie, że nie lubię niczego obiecywac…