batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 7.2009

    Będzie więc krótko:

    - Tato w szpitalu od poniedziałku, cały czas na kroplówce, dzisiaj zgodził się na operację, która nie wiadomo, jak się skończy.

    - Dexter siedzi w swojej pieczarze na piętrze, gdyby nie koszenie raz na tydzień, to w ogóle by nie wychodził. Chociaż jutro chce się spotkać z koleżanką, ale ona była na tej imprezce z policją…

    - Deedee w domu, dwie kuzynki ma od środy i tak do niedzieli

    - Impreza u brata dziś o 17, marne szanse na to, żeby się udała – większość gości się spóźni, bo pracują, ale mój brat się takimi drobiazgami nie przejmuje

    - Nadmuchałam basen dla dziewczyn, najmłodsza Lenka piszczała i aż się trzęsła z radości, a trzeba wiedzieć, że ona ma usposobienie misia koala skrzyżowanego z leniwcem.

    - Zrobiłam porządek z kwiatkami doniczkowymi! Od razu chce się żyć! Ale to trzeba mnie znać i wiedzieć, że barrrdzo lubię kwiatki w domu, tylko że nie bardzo pamiętam o podlewaniu, a przesadzam raz na pięć – sześć lat. Kupiłam piękną doniczkę w Liroju i chodziłam z nią po domu, aż znalazłam dla niej lokatora. A potem już samo poszło – i teraz wszystkie kwiatki na parterze mają ładne osłonki, odpowiednie doniczki, a 3 kaktusy chowane przez nas od małego rosną teraz jak „pany” – w ładnej, żółtej doniczce. Muszę porobić zdjęcia, ale to dopiero, jak umyję parapety, czyli nieprędko ;-)

    - a najlepsze na koniec – ale po kolei. Jest nas troje – ja, siostra i brat. Siostra – nerwowa choleryczka, ja – oaza spokoju i pokorne cielę i mój brat – spokojny, ale potrafi go szlag trafić, a poza tym potworny egoista i skąpiradło. Czyli każde inne :-) I teraz tak: siostra zajmuje się rodzicami na co dzień, a pozwala jej na to sytuacja, bo jest na wczesnej emeryturze, a szwagier bardzo dobrze zarabia. Ja pracuję, mieszkam stosunkowo daleko i mam jeszcze jedno „nieodchowane” dziecko, więc jestem raczej oszczędzana, ale że się poczuwam, to staram się odciążyć siostrę, kiedy tylko mogę. Brat pływa – 3 mce jest w domu, 3 na morzu. Jak jest w domu, to się strasznie miga od pomocy rodzicom – robi tylko tyle, żeby nas do końca nie wkurwić i żeby się za bardzo nie narobić. Nawet o wynoszeniu śmieci rodziców trzeba mu było powiedzieć, bo sam się nie domyśli. Taki typ – jak 80% wychowanych w Polsce syneczków. No i najczęściej wygląda to tak, że brat się miga, siostra się na niego wkurza, a ja wysłuchuję jedengo i drugiego, ale przeważnie siostry, bo bratu to się nawet nie chce za dużo o tym gadać i tracić czasu, który mógłby poświęcić swoim rozrywkom. Rodzice widzą to i martwią się czasem, a czasem nie zwracają uwagi – znają swoje dzieci w końcu nie od dziś. ALE – na przykład wczoraj, brat poskarżył się tacie, że siostra się go czepia, więc tata dzwonił ze szpitala do mamy, a mama pogadała sobie najpierw z jednym, potem z drugim. Siostrze przypomniała, że nie warto na bliskich się wyładowywać, bratu uświadomiła, że siostra jest nerwowa i że pół życia była dyrektorem, więc się przyzwyczaiła wszystkimi dyrygować. A obojgu, że mnie należy traktować jak córkę i żeby się zastanowili, jaki mi przykład dają :-D
    Wszystko to nie byłoby może warte odnotowania, gdyby nie fakt, że moje rodzeństwo ma już swoje własne wnuki, a mnie stuknie niedługo czterdziecha. Przed chwilą się z tego obśmialiśmy z m.
    No cóż, dzieckiem się jest, dopóki się ma rodziców.

    W związku z tym strzelam focha.

    C.D.

    5 komentarzy

    Po konfiskacie majątku zrobiłam mu test – nic nie wykrył. Zresztą Dexter był bardzo pewien siebie już przed testem, co bardzo mnie cieszy. Niemniej nadal pozostaje kwestia, że zostawił swoją dobrą koleżankę samą wobec policji, a przede wszystkim w ogóle nie powinien był się tam znaleźć.

    Czy ja się wczoraj cieszyłam, że będę prawie sama w domu?
    Nigdy więcej tego błędu nie popełnię.

    W sumie to udało się zapełnić wszystkie łóżka w domu. Zamiast mnie i Dextera spało nas w domu siedmioro. A wszystko to w wyniku sprzeczki między dwojgiem „zakochanych” – nasz kumpel był na jachcie ze swoją aktualną kobitką, pokłócili się i w wyniku tego on i reszta znajomych utknęła na jachcie 30 km od samochodów, kobitka popruła swoim wozem do domu.
    M musiał pojechać 70 km, znaleźć ich w tym lesie, dowieźć do samochodów, po czym wszyscy przyjechali do nas przenocować.

    Na to wszystko zwaliła się jeszcze kumpela – ze swoim kłopotem, dotyczącym kredytu (brać czy nie brać – oto jest pytanie). W tym miejscu pozwolę sobie ostrzedc przed Open Finance i Noble Bankiem.

    A jako wisienka – wrócił do domu Dexter, ze skórą zdartą z dłoni i boku. Ponoć biegł do tramwaju i zahaczył o krawężnik.

    Poszliśmy spać po północy.

    Co do Dextera – jego romans z liceum w Gdańsku uważam praktycznie za zakończony. I co ja miałam na myśli, pchając go do dobrej szkoły, wiedząc o tym, że z niego leń i kłamczuch do kwadratu? Swoją drogą, dobra szkoła czy „dobra szkoła”?
    Nacieszyłam się już, pochwaliłam, że do dobrego liceum zdał, a teraz będę wszystko odkręcać.
    Pójdzie do liceum w naszej mieścinie, potem do pracy i na studia zaoczne.
    A o co chodzi?
    Po tym, jak się dostał do „” liceum, ktoś założył profil na NK i Dexter nawiązał kontakt z osobami, które również tam się dostały, nie tylko do jego klasy. Spotkali się raz. Spotkali się drugi raz. Trzeci raz – przedwczoraj -podobno był w mieszkaniu koleżanki we Wrzeszczu. Wczoraj znowu dostaję SMSa, że wybiera się do Gdańska. Straciłam cierpliwość i zadzwoniłam, że może już wystarczy, poza tym miałam co do niego plany na popołudnie. No, ale powiedział, że ostatni raz, dobra. Wrócił, poobdzierany ze skóry, ale cały.

    No i dzisiaj o 8 rano dzwoni moja komórka – mama koleżanki z gimnazjum, która też dostała się do tego liceum, do równoległej klasy. Pyta mnie, czy Dexter dotarł wczoraj do domu.
    No to już wiedziałam, ococho. A przynajmniej tak mi się wydawało.
    Okazało się, że mój puchaty syneczek był w takim znanym z lumpowatości parku, z koleżanką i różnymi innymi osobami. I tak się szczęśliwie złożyło, że akurat policja czy straż zrobiła nalot na ten „park”. Jemu i paru innym udało się uciec, koleżankę złapali, była pod wpływem alkoholu i narkotyków. Zarekwirowano im sziszę, lufki i inne akcesoria. Spisali protokół, koleżanka podała wszystkie nazwiska, więc mamy szansę wystąpić w charakterze świadków w sądzie rodzinnym.
    I nawet się kurwa nie mogę powściekać, pohisteryzować, bo jestem w pracy.
    Takie są skutki zasypywania dzieci forsą.
    Gdyby miał tylko stówę z kieszonkowego, nie byłoby go stać ani na trzeci, ani na czwarty wyjazd, tym bardziej na sziszę itp.

    Ale się skończyło.
    Na razie mam zamiar poczytać sobie na forum n-k, co będą pisać o wczorajszym spotkaniu (mam login i hasło znajomej której Dexter nie skojarzy), jak przyjdę do domu, zabiorę mu wszystkie pieniądze, przeszukam pokój, zrobię test na narkotyki.
    A potem się zabiję.

    Jak słusznie zauważyła idiomka, niektórzy choćby nie wiem, jak się starali, nie będą dobrymi rodzicami. A nam się nawet nie chciało specjalnie starać. Bardzo adekwatny jest tutaj cytat z Desperatek o „pierwszym naleśniku”.
    Myślałam, że wystarczy, że się kochamy, nie rozwodzimy, nie przepijamy wszystkiego i w miarę dyskretnie opiekujemy się dziećmi.
    Niestety, nie wystarczy.

    A przede wszystkim – to wszystko z nudów.
    To, że na jego profilu aż kipi od nienawiści do KK, zgoniłam na wiek i hormony. „Przejdzie mu – myślałam – lepiej, żeby tym się zajmował, niż czym innym”
    Niestety, wygląda na to, że czym innym też się zajął.

    Jeśli ktoś czuje potrzebę skomentowania, jest taka możliwość. Ale jeśli się nikomu nie będzie chciało, też się nie obrażę :-)
    Piszę to głównie dla siebie.
    No, chyba, że ktoś wie, jak do niego przemówić, żeby zmądrzał wreszcie.

    Tak, po pracy byłam w sklepie z farbami, zabrałam parę folderów, przejrzałam, wcale mądrzejsza nie jestem, ale przynajmniej już wiem, czego potrzebuję (kuweta, kuweta, kuweta!)
    W ogródku trochę pchnęłam sprawy do przodu (skalniak jak leży w kawałkach, tak leży, bez obawy).
    Wszystko mnie boli.

    Dobrze się składa, bo kumpela właśnie podpisała cyrograf i dołączyła do grona kredytobiorców (tak, koniec z H&M, Orsay itp.), więc razem będziemy buszować po Lirojach i Castoramach. Mamy jeszcze więcej wspólnych tematów :-)

    Ale na razie dzisiaj odpoczynek – będziemy z Dexterem sami w całym domu, ja na dole, on na górze, relaksacyjna kąpiel i książka albo tv (ale raczej książka – Zbrojni Pratchetta na ukończeniu) I na razie chyba przerwa z Pratchettem, bo mam przesyt. Zabiorę się za Lód Dukaja (w związku z czym żegnajcie, mili) – ponad tysiąc stron nieprostym językiem, hmmmm…
    Miałam ambitny plan przeczytać w ciągu wakacji, ale czarno to widzę.

    I wbrew przypuszczeniom perlli – nie, nic mi się nie zbliża, mam zapał do robót domowych, bo teściowa wyjechała na tydzień, a jak jej nie ma, to wiem, że to, co rano zostawiłam rozwalone, po południu nadal będzie rozwalone – i wbrew pozorom – podoba mi się to.

    czego najbardziej mi braaaak!

    Najbardziej, to koncepcji co do mojego zbioru kamlotów w ogrodzie. Brak mi również czasu na zrealizowanie tej koncepcji, kiedy już ją będę miała. No i pieniędzy. Oj, forsy to mi najbardziej brak.

    Ale ad rem
    M zwozi mi do ogrodu kamloty, bo wokół jego zakładu takich sporo się wala. Więc za każdym razem, jak wraca na noc do domu, przywozi jeden lub dwa. Zbiorek jest już spory. No i mam taki klomb przed domem, który moja teściowa nie bardzo potrafi zagospodarować. Właściwie to już się sam zagospodarował, bo to, co tam rośnie od paru lat, wreszcie urosło i zagęściło się. Ale za dużo z tym roboty, bo klomb jest spory i ciągle go trzeba pielić i pielić i pielić (nie zacięłam się – on jest duży).
    No więc sobie wymyśliłam tam skalniaczek – żeby zmniejszyć powierzchnię do pielenia. Ale żeby zrobić skalniaczek, trzeba mieć jakieś pojęcie o tym, co na nim rośnie i jak się tym opiekować. Mamy już parę roślinek do obsadzenia, które sobie porastają po prostu klomby.
    Ale z trzeciej strony – skalniak wydaje mi się jakiś taki banalny. Może co innego. No to fru do swoich książek i gazetek. A tam oczywiście – jak kamienie, to woda. A o wodzie nie chcę nawet słyszeć, bo przy tym to dopiero trzeba się nachodzić. A miało być mniej pracy, nie więcej. Owszem, fajnie, jak szumyk szemrze, albo piękna kaskada spływa sobie nieopodal. Tylko że ja wiem, jak wygląda takie zaniedbane oczko wodne, zatem senkju wery macz.
    Ale parę fajnych pomysłów podpatrzyłam. Znalazłam zastosowanie dla aluminiowej balii, którą mam od rodziców i zalega w garażu. Będzie z niej piękny klombik z cebulastymi – tulipany, hiacynty itp. Nie trzeba będzie pamiętać, gdzie są zakopane i martwić się, czy najpierw zakwitną czy może zostaną pożarte przez nornice.

    No i tak siedzęi i siedzę, myślę i myślę…
    Idę zobaczyć, co w necie mi zaproponują.

    I coraz bardziej dojrzewam do koncepcji pomalowania przedpokoju. Idę po farbę, a co mi tam!
    (nie zapomnij taśmy malarskiej, wałków i szpachli!)
    Niech się Dexter tak nie nudzi w wakacje, prawda?

    przydarzył się miły, spokojny, fajny weekend.

    W piątek zabalowałam trochę z kumpelą, odczułyśmy wielką potrzebę pogadania sobie na różne tematy – oczywiście ponarzekać sobie trochę. Ona na swój kredyt, którego nie może się doczekać (a miała mieszkać na swoim od 1 lipca). Ja oczywiście również na finanse, niepewną przyszłość i swoją grubą dupę.

    A że m musiał zawieźć naszych gości na pociąg o 7 rano, to dość wcześnie zostałyśmy same i mogłyśmy sobie pogadać.

    W sobotę za to bajeczka – cały dzień spokój, cisza, żadnych wyrzutów sumienia, że dzieci się nudzą i że trzeba coś zrobić. Deedee u mojej siostry, Dexter w swoim pokoju, przed komputerem, babcia na górze u siebie, przeziębiona, więc mało mobilna i nie hałasująca. Obiadek ugotowany wczoraj. My z m za to – w piżamkach, cały dzień przenosiliśmy się tylko z książkami z kanapy w salonie na łóżko i z powrotem. Dawno tak nie odpoczęłam! To było lepsze niż dwa tygodnie na Hawajach. Bo nic nie kosztowało :-)
    Pooglądaliśmy telewizję, poczytaliśmy, podrzemaliśmy, poszydełkowaliśmy (tzn. ja oczywiście). I tak cały dzień. A o 21.30 zebraliśmy się do naszej Metropolii i obejrzeliśmy w parku przedstawienie teatru Wybrzeże – było wspaniale, bo wiele osób nie przyszło obawiając się zimna i deszczu, więc przyjechaliśmy pięć minut przed, zaparkowaliśmy blisko, znaleźliśmy dobre miejsce do siedzenia, było nie za zimno, pokropiło tylko przez chwilę. Przedstawienie już dawno chciałam obejrzeć, występował tam Mirosław Baka, którego klasa aktorska została ustalona już daaawno. I to wszystko nadal za darmo :-)
    M tylko trochę ucierpiał, bo jego uwielbiają komary.

    Niedzielę mieliśmy zamiar spędzić podobnie, ale ja już takiego drugiego dnia pod rząd nie usiedzę. Po śniadaniu i kawce przebrałam się i poszłam zobaczyć, co by tu w ogródku porobić. Zawsze się coś znajdzie, wiadomo. Rodzinie też się udzieliło, więc po 4 godzinach było widać spore efekty – dużo wypielone, kosiarka wyczyszczona, kolejne parę metrów tuj obłożone agrowłókniną i podsypane korą (to głównie zasługa Dextera).

    A właśnie, co do Dextera – jego nowa, licealna klasa założyła już sobie profil na NK i dzisiaj spotkają się w Gdańsku na spacerze. Teraz to młodzież ma dobrze – internet i wszędzie blisko dzięki niemu. Wczoraj musiałam go ostrzyc (w klasie dwadzieścia parę dziewczyn).

    Zabraliśmy wczoraj Deedee od mojej siostry, a już na nią czeka kuzynka na Kaszubach, w piątek pojedzie tam z babcią. Normalnie rozrywane mam dziecko ;-)

    I to by było na razie tyle, dzisiaj będzie coś wiadomo o kredycie kumpeli, jutro moja siostra idzie wyciąć guzek z piersi, a tata zrobić badanie hemoglobiny, bo znowu źle się czuje. Same kurwa przyjemności. Próbuję trzymać się w garści i nie rozpaść na 1000 kawałeczków.

    Obiecałam (głównie sobie) zrobić reklamę takiemu jednemu sklepikowi na Mariackiej, bo sprzedawca bardzo fajny – pogadaliśmy sobie, pomacaliśmy rzeźby z bursztynu, posłuchaliśmy miłej muzyki.


    Były gady

    i jajka (które najbardziej kusiły, każdy chciał dotknąć :-))

    i ryby…

    śliwki i krowy

    no i fuj, czyli skorpion

    Wszystko to oczywiście na Mariackiej, pan w kapeluszu kowbojskim, popiersie Lenina przed wejściem. Poplątanie z pomieszaniem, ale sympatyczne.

    Następna porcja Deedee:

    Powracająca z kolonii, z trochę brudnym kolankiem…

    szalejąca na Starówce


    zbierająca muszelki


    Papużki jej wywróżyły, że wyjdzie za Andrzeja („wiesz, mamo, imię trochę mi nie odpowiada…”) i będzie żyła 88 lat („o, to tyle, co ma prababcia Amelia!”)

    Oczywiście, kiedy moja rodzinka wybierze się na spacer, to wygląda to tak:

    Ale i tak poszłam i obejrzałam sobie tę „Love Chapel”

    No i kilka fotek z Gdyni, to, co udało się uchwycić:


    I dla kogoś, kto skończył czterdziechę niedawno:

    (na osiemnastkę dostała ode mnie 18 róż, na czterdziestkę – morze maków – jej ulubione)

    Dzisiaj

    1 komentarz

    Jakoś nie mam weny, chandra, przerywana krótkimi głupawkami, trwa.
    Dobrze, że przynajmniej seks ok.

    Dzisiaj przyjeżdżają nasi goście – męskiej połowy jeszcze nie znamy, wczoraj teściowa rozmawiała o nich z rodzinką przez telefon i tu uwaga – tekst ciotki:

    - Tylko się nie przestraszcie, bo on jest bardzo brzydki!

    I teraz umieram z ciekawości do osiemnastej…
    Czy jest jeszcze coś, co mogłoby mnie zaskoczyć w tej kwestii?
    :-)

    PS z dzisiejszego poranka:
    Owszem, zaskakuje mnie jedno – że ciotka mając brzydkiego jak noc syna niech się odpimpa od tego nowożeńca, który wcale szpetny nie jest, a do tego bardzo sympatyczny

    Jeśli ktoś nie wie, jak zepsuć sobie niedzielę, zapraszam na szybki kurs.

    Mam totalną chandrę, spowodowaną niewesołym stanem finansów domowych, paradą gości przewijającą się przez mój dom (lubię gości, a równocześnie już mi się nie chce), wagą dążącą do załamania kompletnego.

    A żeby się dobić, zafundowałam sobie, rodzinie i gościom wycieczkę do Gdyni na paradę żaglowców. Nie zna życia, kto nie był, a obrzydło temu, kto spróbował. Tłok w stronę Gdyni był taki, że się spóźniliśmy, więc większość żaglowców była już na wysokości Sopotu i Gdańska, a potem nie można było wrócić.

    Jedyne, co fajne, to wieczorny koncert Tracy Chapman, na który zaprosili nas nasi goście. Pogoda idealna, bez tłoku, bez naćpanej „młodzieży”, muzyczka bardzo przyjemna, głęboki i kołyszący głos prawdziwej kobiety. Fanką nie jestem, ale bawiłam się bardzo dobrze. Gdybym jeszcze nie była taka niewyspana, to już w ogóle byłoby przepięknie.

    Wczoraj za to wybraliśmy się po pracy na Starówkę, w końcu udało się pokazać naszym gościom to, co najpiękniejsze. Sami przyznali, że ich krakowska starówka nie umywa się :-)
    Chociaż ja uważam, że Wawel jest również cool ;-)
    Wstąpiliśmy na kawę do „Szkota”, gdzie odbyła się moja pierwsza randka z m – nic się nie zmieniło w wystroju od tamtego czasu. Kawa bdb.

    No i teraz najlepsze – jedni goście odjeżdżają dzisiaj, następni już są w 3City i w czwartek lądują u nas. Tym razem dwoje młodych, którzy w sobotę się pobrali, a to jest ich krótka podróż poślubna. I teraz tak sobie myślę – jest tyle imprez kulturalnych, że nie wiadomo, co wybrać, ale jak myślicie, czy TO by im się spodobało? Z jednej strony – kicz totalny, z drugiej – w kwestii niezapomnianego przeżycia – niezłe. Czekam na opinie. Martwię się tylko tym, że pochodzą z naprawdę zabitej dechami wsi i może nie będą w stanie wyluzować się na tyle, żeby wziąć udział w czymś takim? Nie znam ich na tyle, żeby zgadnąć, co im się spodoba.

    No właśnie, w sobotę było również inne święto, które jest bardzo hucznie obchodzone, nie rozumiem zresztą, dlaczego cała Ameryka tak się ekscytuje tym, że wytrzymałam z m już 17 lat? Ale przecież im nie zabronię, prawda?

    Następna sprawa – w czwartek jest spektakl w Ratuszu, na który bardzo bym chciała pójść, tylko te finanse! Cholera jasna!
    Ale jak nie zobaczę Szaflarskiej na żywo, to sobie nie daruję.

    No i jeszcze Scena Letnia Teatru Wybrzeże – spektakle za darmochę, w naszym bliższym Wielkim Mieście, w sobotę będzie „All inclusive”, tylko czy będzie padało i czy będzie zimno??? Oto jest pytanie. I czy w ogóle coś zobaczę w tłumie?

    I ostatnie pytanie – dlaczego znowu nie mogę wejść do Ciebie, athino?????????


    • RSS