batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 12.2009

    Właśnie wpadło mi do głowy, żeby zaprosić takie jedno małżeństwo na Sylwka (pewnie i tak nic by z tego nie było). Po czym przyszło mi do głowy, że jednak nie, bo będę zazdrosna, kiedy kumpela ich pozna i bardzo się polubią. Bo że się polubią to pewne.

    że przeoczę jego komentarz pod którąkolwiek z poprzednich notek, to zapewniam, że śledzę komentarze z wielkim namaszczeniem :-)
    Nie zawsze odpowiadam, ale zawsze czytam.

    Trochę dziwne to moje podejście – czuję się samotnie bez „komciów”, chociaż wiem, że kilkanaście osób na pewno to czyta, ale jak już ktoś się odezwie, to socjopatycznie nie nawiązuję kontaktu – nie odpowiadam. Ale często odpowiadam na blogu korespondenta, to mnie trochę tłumaczy.

    Piorun

    5 komentarzy

    Obejrzałam z Deedee „Pioruna”. Nie wiem, dlaczego nie było nic słychać o tym filmie, bo dla mnie jest zaraz po Shreku. Zwłaszcza Attylla i gołębie :-)

    Za to w Chiuaua z Beverly Hills dostrzegłam tylko Jamie Lee Curtis, która jest nieprawdopodobnie piękna (i pomyśleć, że kiedyś widziałam tylko jej końską szczękę i kościec Terminatora)

    Wczorajsza kolęda owocowała próbą najedzenia się do wypęku i picia whisky z gwinta.
    Jedno i drugie nie bardzo mi wyszło.

    Tak.
    Skórę z karpia

    Zacznę od listopada, bo zdjęcie godne uwagi – w czasie wizyty u znajomych, o której o dziwo nic nie napisałam?!, tylko wspomniałam, była chińszczyzna w wielkim woku:

    Może i nie wygląda na to, ale trzeba wiedzieć, że te kieliszki do wina mieszczą 1 LITR wina na raz. Są więc DUŻE. Micha chińszczyzny jest więc również odpowiednio DUŻA. Dzieci, wbrew pozorom, jedzą pałeczkami frytki.

    Z innych ciekawostek – zawadiacka marchewka, którą pewnego razu napotkałam w koszyku z warzywami:

    Wspominałam też kiedyś o tym, jak m upiekł ciasto z Deedee, oto dowód:

    A Dexter pewnego razu zrobił szarlotkę:

    Tutaj mamy Deedee wystylizowaną na przyjęcie urodzinowe u koleżanki:

    Pora na TADAMMM, czyli maszynę do chleba:

    oraz wypieki:
    Pierwsze koty za płoty, czyli chlebek paryski, którego było za mało, więc wyszła bułeczka:

    i chlebek sądecki:

    i czosnkowy:

    tak, wiem, zapadł się trochę, ale i tak był pyszny po pokrojeniu:

    no i graham, który chyba najbardziej nam smakuje z tych mieszanek:

    Oprócz pieczenia chleba szykowałam różne pyszności świąteczne, ubierałam choinkę (jak zwykle wściekłam się na m, bo kupuje wielkie chołoble i oczekuje, że ja to ubiorę i potem rozbiorę). Na szczęście dzicie były wyjątkowo w nastroju do pomagania, więc poszło szybko i sprawnie:

    Deedee ubierała swoją choineczkę:

    (wyżej widać na niej łańcuch, własnoręcznie wykonany)
    Kominek tradycyjnie został obstawiony:

    I strrrrasznieśmy się zmęczyli na koniec:

    A w Wigilię Gwiazdor jak zwykle niepostrzeżenie zostawił prezenty:

    A jak już minął szał okołochoinkowy i wszyscy rozeszli się ze swoimi zdobyczami, niektórzy szukali czegoś dla siebie:

    I postanowienie:
    >> Za rok nie robić tyle żarcia!<<
    Żeby potem nie zamrażać i nie jeść przez tydzień tego samego.
    Lubię karpia, ale już mi bokiem wychodzi.

    żeby po czterech dniach stawić się jak zwykle w robocie z rana.

    Ale było nawet fajnie.

    Naoglądałam się filmów, jeszcze więcej ponagrywałam (i dalej nagrywam). Naszydełkowałam się. Najadłam pyszności. Nacieszyłam prezentami (swoimi i cudzymi). Narobiłam się jak osioł. Wigilia – pół dnia spędzone z mamą i przewożenie jej z klamotami do siostry. Pięć razy obróciłam do samochodu, objuczona klamotami. Pierwszy dzień świąt – u nas, trochę mi się urwał film na koniec. Drugi dzień świąt – powtórka z rozrywki u siostry. Ale za to niedzieeeela! była dla mnie. NIC nie robiłam. Nawet basen mnie ominął. Wieczorem dobiłam się seansem Mrocznego rycerza. Nie no, fajny film, dobrze zrobiony i w ogóle, ale DWIE I PÓŁ GODZINY to lekka przesada. Zwłaszcza jak się człowiek nastawił jeszcze na poczytanie przed snem.
    Czytam, czytam i końca nie widać. I całe szczęście, bo książka świetna – druga część Millennium. W pierwszej trzeba przebrnąć pierwszą połowę, żeby nagle wciągnęła z butami. Druga zaczyna się brawurowo, potem nagle nudy. Ale ogólnie – da się czytać, no i jestem teraz fanką Lisbeth Salander :-)
    A końca nie widać, bo każda część ma ok 700 stron. Trzecia już czeka na nocnym stoliczku…

    W sobotę wieczorem, kiedy już zostałam sama, włączyłam sobie „Rec” – hiszpański horror. Nie spodziewałam się zbyt wiele, aż tu nagle! Jak się skończył, to musiałam tradycyjnie wracać do sypialni z włączonymi światłami i jeszcze poczytać z pół godzinki, żeby zmienić temat, a i tak mi się przyśniło :-) No i znowu przez jakiś czas wolę nie spoglądać w ciemność za oknami. Uwwwielbiam takie horrorki!

    Deedee podsumowała w wieczór wigilijny: „No, w tym roku Mikołaj się postarał!” :-)))
    Dostała ciuchy (od razu się przebrała), książki (od kumpeli dostała Nieznane przygody Mikołajka, którymi zaczytywała się podczas naszych zakupów w Empiku), karaoke na DVD (nie działa na razie, ale już ja to załatwię!) a w ostatnim opakowaniu spodziewała się już tylko słodyczy, kiedy wtem!:

    Radości nie było końca.

    Ale najpierw po kolei. First things first.
    Tylko już w następnej notce.

    A nawet się już zrobiło, dzisiaj m przywiezie. Szynka, pasztet, salceson, kiełbasa, kaszanka.

    Ale, ale. Najważniejszego jeszcze nie mówiłam – dostałam już część swojego prezentu, bo m się bał, że może to nie taki i trzeba będzie oddać. I mam ją. Maszynę do chleba. :-))) YESSSSSSS!
    W dwa dni zrobiłam cztery bochenki – trzy z gotowej mieszanki, jeden z przepisów w instrukcji. Teraz jeszcze muszę zainwestować w drożdże piekarskie, no i wreszcie zrobić zakwas. Właśnie jem kanapkę z grahamem :-)

    Dzisiaj pracowa wigilia i nie ukrywam, że z niecierpliwością czekam na zawartość torebki prezentowej, zwłaszcza koperty ;-)
    A to dlatego, żeśmy troszkę w tym roku zaszaleli i w piątek i sobotę puściliśmy 2000 zł. Nie jest to pewnie nic niezwykłego, ale dla mnie tak. Nie przywykłam do wydawania takich sum. I teraz jestem ciekawa, ile to też w tym roku tej świątecznej premii będzie. Dotąd wzrastała w postępie geometrycznym, ale w końcu to musi się zatrzymać.

    No i przypuszczam, ze dziś jestem ostatni raz w pracy – tylko jeszcze muszę wniosek urlopowy wypisać.

    w samochodzie klepnęłam Dextera w nogę z radości, że jest piątek i poczułam w kieszeni bojówek… fajki. Nie będę nic więcej na ten temat komentować, bo mi się ciśnienie podniesie, a i tak mnie łeb napier…

    Wczorajszy dzień wydał mi się najodpowiedniejszy, żeby pojechać do mojej mamy z zakupami, pomóc jej w porządkach świątecznych, wyciągnąć z nią pościel itp.
    Tia…
    50km – zazwyczaj powrót zajmuje mi 45 minut. Tym razem – 2h 15min. I nie mówcie mi, że nie powinnam się dziwić przy tej pogodzie, bo wiem, że tym razem zima nie zaskoczyła drogowców – jak wracałam od mamy TRZY TYGODNIE temu, to na obwodnicy wyprzedziłam piaskarkę, która jechała i SYPAŁA piachem. Naprawdę. Na szczęście nie spychała wyimaginowanego śniegu na pobocze, bo bym się posądziła o halucynacje. Ale sypała.

     Świnia z dzikiem już do mnie jadą. I nie jest to żadna alegoria ani metafora. Ani nawet oksymoron.

    uświadomiłam sobie, że mam PMSa jak sto pięćdziesiąt i dlatego w ostatnich dniach wk… mnie wszystko, co m mówi, robi, nawet jak mi daje prezenty. Zresztą nie tylko on mnie wk… Sama siebie wk…
    A jak już to sobie uświadomiłam, to mi trochę odpuściło i nawet na sex miałam ochotę.

    Już miałam 4 przepisy z netu, z których wyciągnęłam średnią, ale jakoś ta karpatka Dorotki od majany mnie przekonała. Spróbuję, a jak nie wyjdzie, to ktoś tu w Wigilę znajdzie na wycieraczce rozciapane coś, i tym kimś będzie pani m.j.n. …

    Deedee napisała test najlepiej z całej klasy, NAWET ZOCHA nie była tym razem lepsza :-))) Chyba ją ozłocę. Moja duma i radość. 54 na 57 punktów. Wiem, wiem, to nie jest takie ważne. Ale jest. Żebym tylko tego dziecka nie zmarnowała!

    Teraz chyba troszkę rzadziej będę tu pisać przez jakiś czas, bo zaczytałam się w nowo znalezionym blogu aanova blox pl

    Chce ktoś dzika? Nieżywego, ofkors. Bo mi się zamrażarka kończy a tu do m dzwoni zaprzyjaźniony myśliwy, że wcale nie chciał, ale mu jakoś tak wyszło i teraz żona go z domu z tym dzikiem wywaliła i czy pomożemy. Na co m: A widział pan moją żonę?


    • RSS