batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 2.2010

    nie ma czasu pisać. Nie żeby ktoś na to czekał, prawdaż, ale lubię to nowonotkowanie.

    Deedee już po kursie narciarskim, zjeżdża  i wjeżdża jak szatan, nie muszę chyba dodawać, że dumna jestem z niej, że mało nie pęknę? Wczoraj zabrał ją do siebie chrzestny; na szalony weekend.

    Dexter z moją pomocą nauczył się wszystkich pięciu rozdziałów niemieckiego, które ma zaliczyć w nowej szkole. Niestety, wczorajszy jego wyjazd na narty nie wypalił, więc przesiedział w domu ferie, grzyb jeden. W sobotę zabierzemy go na imprezę Gwiezdne Wojny, tylko nie mówcie o tym nikomu bo i tak pewnie będą tłumy…

    W związku z nartami Deedee w pracy byłam w kratkę w tym tygodniu, więc i mam co teraz robić. Dlatego też notki nie za często. Szydełkuję firankę do kuchni, ale jakoś bez przekonania… W domu i w pracy mam również dodatkowe zajęcie – zawzięłam się, żeby wywołać zdjęcia, bo zauważyłam, że płyty z nagranymi fotkami przestają mi działać już po roku. A jak już mam wywołane, to podpisuję daty, bo dla mnie to ważne, nic nie poradzę. Ostateczna rozgrywka nastąpi, kiedy powkładam to w albumy, a może to nigdy się nie zdarzyć, bo nie lubię albumów…

    Co jeszcze?

    Zrezygnowałam z sierpniowego wyjazdu do Egiptu. Z różnych przyczyn.

    Za to wymyśliłam już prezent dla Deedee na komunię – pojedzie do Paryża, do Disneylandu itd. na tydzień. Jest akurat okazja, tania wycieczka i odpowiednia opieka (znajoma wychowawczyni), więc nie ma strachu.

    Ja chyba jej za bardzo nie rozpieszczam, prawda?

    zajrzałam dziś do stat4u
    I proszę, czegoś ciekawego się dowiedziałam :-)
    Witam więc novelę i patrycję

    Miło mi poznać :-)

    Co poza tym? Dół straszny. Kot chory, droga do domu nieprzejezdna, żaluzja w sypialni nie chce się zamknąć, oczyszczalnia się zatyka… (to tak a propos dyskusji u stardust na temat kupowania vs. wynajmowania domów i mieszkań…)
    Z m ciągle jakieś potyczki; Dexter nadal myśli, że jesteśmy starymi wapniakami – idiotami, ślepymi i głuchymi do tego.

    Doszło nawet do tego, że wczoraj wieczorem zaczęłam czytać książkę o wychowaniu dzieci, która od roku czekała na swój moment. Bo nie wiecie, ale ja skończyłam pedagogikę, ale NIE WIEM, JAK rozmawiać z własnymi dziećmi, żeby ich nie uszkodzić. Wydawało mi się, że wystarczy być uczciwym człowiekiem i zapewnić im to i owo. Otóż nie.
    Już wstęp pozwolił mi zrozumieć jedną ważną rzecz, bardziej odnośnie m niż dzieci, ale to i tak duży postęp. Muszę z nim o tym porozmawiać.

    Film jeszcze chciałam polecić – ciepły, mądry i dobrze zagrany – „Ostatnia szansa Harveya„ (wreszcie znalazłam sobie jakąś aktorkę, która mi imponuje i „chcę być taka jak ona!” – Emma Thompson)

    Kumpela ruszyła z kopyta z nauką angielskiego. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy odwiedził ją pewien Norweg, ciekawy zbieg okoliczności…

    Dosyć już tej zimy

    od kiedy mieszkam na wsi pojechałam do pracy pekasem…

    „Jak znaleść prawdziwe raty 0 procent?”

    Wiadomość o takim tytule otrzymałam na maila z Open Finance.

    Wstyd.
    Chyba jakąś krucjatę zwołam.

    Ucho

    6 komentarzy

    W nagrodę za szeroki odzew, zdjęcie ucha Liama Neesona, w tym ujęciu szczególnie rzuca się to w oczy:
    darmowy hosting obrazków
    I jeszcze chleb na własnym zakwasie, w trakcie mieszania
    darmowy hosting obrazków
    Z tego wyszedł mi kwaśny kamień. No, może trochę przesadzam, w pierwszym momencie nawet dało się ugryźć, ale po co, jak kwaśne?
    Za to bułęczki wychodzą nadal zaje:
    darmowy hosting obrazków
    To są Majanko te soft rollsy, czy jak im tam. Maszyna sprawuje się nadzwyczasjnie, jeśli chodzi o mieszanie i wyrastanie – wrzucasz składniki i za półtorej godziny wyjmujesz formę pełną pięknie wyrośniętego ciasta, a bułki nadają się do jedzenia nawet na drugi i trzeci dzień, a nie tylko na ciepło. Wygląda na to, że już moja rodzinka zdążyła się przyzwyczaić do piątkowych lub sobotnich kolacyjek w postaci ciepłych bułeczek z powidłami babci lub po prostu z masłem…

    A tu mamy efekt poczynań Deedee w sobotni wieczór – my z kumpelą gadałyśmy, a Deedee bawiła się aparatem:
    darmowy hosting obrazków

    No i ostatnie zdjęcie, dla przypomnienia, że mamy
    darmowy hosting obrazków

                                                            ZIMĘ

    Upić. Jakoś tak nie wchodziło. Zresztą po co? Przecież tańczyć nie będę, szlochać też nie mam zamiaru.
    Wzięłam Deedee, pojechałam do kumpeli na noc, nagadałyśmy się za wszystkie czasy, w ostatnim czasie i u niej i u mnie wiele się działo. Pokazała mi zdjęcia ze ślubu wujka, z pobytu Norwega (nie wszystkie, broń bosz). Obgadałyśmy wszystkich i wszystko, nawet umówiłyśmy się na wycieczkę do Egiptu…
    Dexter myślał, że pojedzie z nową klasą do Francji na 2 tygodnie w marcu. Buahaha! Jakby nawet było mnie na to stać, to najpierw sama bym wreszcie gdzieś pojechała. Ale nie ma mowy, bo w maju komunia.
    No właśnie, komunia. Wczoraj było zebranie w szkole Deedee (należy do trójki najlepszych uczniów). W jej klasie jest 16 uczniów, niewiele więcej będzie przystępowało do komunii w naszej parafii. Jak Dexter szedł do komunii, to nawet tego specjalnie nie zauważyłam. Teściowa prowadzała go na nauki, które odbywały się w kościele po drugiej stronie ulicy. Jedynie ostatni tydzień był dość intensywny, ale bez przesady. Nie interesowało nas, kto posprząta kościół, kto ozdobi ławki, ile bierze organista za próbę. Miałam nawet wrażenie, że księża się cieszą, że tyle dzieci przystępuje do komunii.
    Ale to było miasto.
    Na wsi jest jeden ksiądz, 79 lat. Oraz pani katechetka. Przemiła osoba, ale jak dotąd nie włączyła się w przygotowania komunijne(nie licząc oczywiście tych wszystkich paciorków, prawd, aktów i inwokacji, z których odpytuje na „zaliczenie”). Ponoć jak się wtrąciła w przygotowania komunijne, to dostała po nosie od księdza. Ksiądz za to jest zainteresowany głównie tym, ile osób uczęszcza na mszę, bo to się przekłada na dochód. Tak więc wczorajsze zebranie było dość nerwowe, bo rzeczywiście dotarło, że jak sami nie zrobimy, to nie będzie. Na poprzednim zebraniu, w październiku, była propozycja, żeby zbierać już forsę co miesiąc, żeby nie było takiego obciążenia w maju. I tyle. Cisza. A mamy luty.
    Jeśli chodzi o kwiaty – ktoś powiedział, że można pojechać do Renka i nakupować tego kwiecia. Mhm, już widzę. Ja na pewno nie będę się tłukła 2 x 40 km w komunijny poranek. Nie wybieram się do fryzjera, ale chciałabym jednak przynajmniej ułożyć włosy, sobie i Deedee. Alby – mogę odkupić od kogoś za 100, ale to alba nie szyta tutaj, tylko w mieście. Trochę będzie się różniła. Mnie to nie przeszkadza, ale już coś tam dosłyszałam, że niech jedna baba szyje, bo powinny być takie same. Wrrrr.
    Dobra, zmieńmy temat.
    Z obecnego karnetu zostały mi rowerki w środę i w poniedziałek. Potem robimy sobie przerwę do wiosny. Bo mnie ta zima dobije. W związku ze zbliżającym się końcem ćwiczeń oczywiście zachciało mi się odchudzać. Nigdy równocześnie nie potrafiłam. Wczoraj bardzo rozsądnie nie zjadłam na obiad ziemniaków ze schabowym, tylko ziemniaki ze śledziami (smażone w occie). Na kolację poskubałam pestek z dyni przy książce. No i dzisiaj ledwo dojechałam do pracy, tak mnie skręcało z głodu (pierwszy posiłek jem w pracy). A przecież wiem, jak zdrowo się odchudzać i schudnąć. Już raz to zrobiłam. I nie zabrało to aż tyle czasu – raptem cztery miesiące. Kurka wodna, co się ze mną dzieje? Nic mi nie wychodzi ostatnio.
    Wystarczy, bo widzę, że czego nie zacznę, to kończę smęcąc.
    Na zakończenie jedno pytanie – w teście Deedee napisała narzędnik od słowa „szyja” – SZYI. A Pani jej poprawiła na SZYJI. I teraz zgupiałam, bo ja też byłam przekonana, że SZYI. Jak pokazałam Pani, oczywiście półżartem, to Pani stwierdziła z niezbitą pewnością, że SZYJI. Kręcąc się tyle lat po necie straciłam trochę rozeznanie, bo za często widzę pisownię niepoprawną i czasem muszę się długo zastanawiać nad jakimś słowem (na przykład „zdąrzyć” – ulubione słowo internautów).
    Jest na sali filolog?

    Dziś rano Deedee patrząc z fotelika w samochodzie na zaloty jakiegoś kocura do naszej kotki (znowu dostała ruję, co podobno jest niemożliwe):
    - Szkoda, że on nie wie.
    - Czego nie wie?
    - Że ona jest wysterylizowana, hihihi!

    Gdyby ktoś chciał się pocieszyć, że nie ma aż tak bardzo przesrane, powinien zapoznać się z ostatnim tygodniem mojego życia.

    Od razu by się pocieszył.

    Chociaż i tak nie jest tak źle, jak by mogło być.

    Zamiast mojego Taty mógł umrzeć m, co byłoby o wiele bardziej niesprawiedliwe.
    Zamiast wyrzucenia ze szkoły Dexterowi mógł się zdarzyć wypadek i kalectwo, więc też nie ma co załamywać rąk.

    W sobotę zamierzam się strasznie upić.


    • RSS