batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 10.2010

    Bardzo chciałam

    2 komentarzy

    uświetnić ten dzień dla Dextera, zapytałam co mu zrobić z jego przysmaków.
    Zażyczył sobie albo nuggetsy z sosem słodko – pikantnym albo makaron spaetzle z aglio olio.
    Nuggetsy zrobiłam, sosu nie dostałam, tylko był jakiś chilli z czosnkiem, ale i tak zjadł ze smakiem. Aglio olio jakimś cudem zdobyłam niedawno z Lubelli, bo te z Kamisa przeleciały przez okoliczne sklepy jak kometa i zniknęły – a to było takie pyszne…
    Za to okazało się, że makaron został zjedzony w zeszłym tygodniu jako spaghetti, więc spaetzle nie zrobiłam.

    Z kolei dzisiaj synuś miał taki pomysł, że w nagrodę… nie pójdzie do szkoły, bo ma na dziewiątą, a potem trzy ostatnie lekcje mu odwołali. Zabiłam go śmiechem i powiozłam na dworzec.

    No oszaleć można. Mnie nigdy nie przyszło do głowy powiedzieć rodzicom, że nie idę do szkoły, bo nie ma po co, bo zastępstwa, bo mi się nie chce. Jak mi się nie chciało, to szłam na wagary, ale oni się o tym nie dowiadywali.

    Po raz pierwszy od baaaardzo dawna telefon do pani pedagog wyglądał następująco:

    „Wszystko pięknie, przez cały tydzień same puste kratki” (czyli ani razu nie opuścił ani się nie spóźnił)
    Innych zastrzeżeń też nie było.

    Mam ochotę pofruwać pod sufitem.

    A tydzień temu? Poszarpał się z jakimś chłopakiem, na kartkówce z geografii napisał jakieś bzdury o Rosji i Rosjanach…

    Za to Deedee będzie prezentować świętą Agatę na Wszystkich Świętych. Jak jej dziś poszukałam materiału w necie, to trochę mnie przeraziły obrazki przedstawiające świętą i jej oprawców…

    Weekend minął mi bosko, m pojechał do Wwy, ja sobie wysprzątałam chałupę, piekłam skrzydełka, zrobiłam świetne ciasto ze śliwkami (na podstawie Kalicińskiej) o, właśnie, muszę odkupić sąsiadce kremówkę! Obejrzałam filmy, pograłam, skończyłam szalikokołnierz (obiecałam zdjęcie, wiem) powiozłam rodzinkę na 5 urodziny Nikosia, poplotkowałam ze szwagierką i wreszcie wzięłam się za wywołanie zdjęć z wakacji (zamówiłam w prezencie dla Kamilki kalendarz)

    A’propos Chicago – choć nazwa bardziej pasuje Sodoma (albo Gomora) – Kamilka nie ma żadnych koleżanek, siedzi w domu i martwi się, żeby mamusia nie chciała jej czasem zabrać do siebie. Jej tatuś nie ma pieniędzy, bo gra w kasynach ale za to ma „narzeczoną” z 3letnim dzieckiem, za to jej mamusia jest w ciąży ze swoim gachem z Florydy. Nic tylko wziąć za te dwa durne łby i trzasnąć jednym o drugi. Boże, niech oni mi tylko oddadzą to dziecko i znikną! Na jak długo starczy sił jej babci?

    Dużo do pisania

    5 komentarzy

    tylko czasu mało.

    Norweg przyjechał do kumpeli, przy okazji naszło mnie na dowiedzenie się czegoś o jego kraju, trafiłam na film „Elling”, zaciekawił mnie zwiastun i proszę bardzo, w poniedziałek w nocy będzie na TVP 1. Nagram, obejrzymy, a co.
    Zaprosiłam ich na sobotę, może będą mieli ochotę obejrzeć jakiś film i zjeść skrzydełka z moim magicznym sosem :-) A jak nie, to też będę miała co robić – parę fajnych gier, parę filmów do obejrzenia itp rozrywki. A dlaczego tak planuję rozlegle ten weekend? Bo m wyjechał na ślub kumpla, wróci… właściwie to nie wiem, kiedy, chyba w niedzielę, może w poniedziałek.

    Po choróbsku został mi chrypiący kaszel, który mnie tak rozśmiesza, że zaczynam kaszleć, przechodzi to w śmiech, ten chrypliwy śmiech jest dla mnie tak śmieszny (w jakiejś kreskówce ktoś się tak śmiał, chyba jakiś pies), że śmieję się jeszcze bardziej, zarażam tym rechotem innych i tak się nakręca ta spirala nienawiści :-)

    W ramach odchudzania, jak już mówiłam, planuję skrzydełka. A m, znany szeroko jako zakupoholik, z kolei znalazł nowe hobby – polowanie na tygodnie w Lidlu (azjatycki, grecki, francuski), co zaowocowało uruchomieniem drugiej zamrażarki. Muszę przyznać, że greckie pierożki z ciasta francuskiego – rewelacja. Dobre na imprezową przystawkę, jeśli ktoś się nie boi okruszków.

    Obejrzałam „Kocham cię od tak dawna”, głównie dla pani Scott Thomas, którą niezmiennie uwielbiam. Ciężki i dobry, takie filmy lubię. Drugi raz będę też oglądać „Rozwód po francusku”, bo nie widziałam końcówki, a film był bdb.

    Czytam „Matematykę miłości” – niepodobne do mnie są tytuły zawierające miłość, ale tę książkę poleciła mi moja bibliotekarka, a ona już mnie trochę zna i rzeczywiście, całkiem całkiem.

    Miałam tyle rzeczy do napisania a teraz nic mi się nie przypomina. No trudno. Żyję już weekendem.

    A, już wiem – Deedee dostała pierwszą jedynkę, którą dość mocno ale krótko przeżywała. Za brak pracy domowej. „Przysięga się”, że nie słyszała, żeby pani mówiła coś o tej pracy. W to mogę uwierzyć. A dlaczego krótko? Bo już po południu dostała nagrodę za poprzednie piątki – laleczkę z perfumami z Oriflame – co za wyczucie czasu i złośliwość rzeczy martwych – piątki dostała już dawno, nieopatrznie obiecałam tę nagrodę, jeśli dostanie cztery piątki, zarobiła je w trzy dni. Czekała, czekała, aż w końcu dostała przesyłkę – w dniu otrzymania tej nieszczęsnej jedynki.

    Chce mi się coś – sama nie wiem, co.

    Znowu nie mam internetu w swoim domowym kompie, chyba mnie jasny szlag trafi.

    Chora byłam

    6 komentarzy

    a właściwie jestem, ale już dzisiaj zakończyłam chorobowe, żeby kaszlący wiecznie Dexter nie musiał jeździć PKSami do i ze szkoły.

    Przeciągnęło mnie jak zwykle przez wyżymaczkę; i za każdym razem ten sam scenariusz choróbska, aż czasem mam wrażenie, że to się nadaje do prasy…

    m zaszczepił się przeciw grypie, po czym się rozłożył, w piątek przywlókł to do domu, a w niedzielę rano już byłam gotowa. Zaowocowało to zakończeniem swetropłaszczyka, który okazał się w sam raz na teściową :-) No więc teraz dłubię z reszty tej włóczki taki szaliko kołnierz, który widzę że podbija nasze sklepy w tym sezonie. Przynajmniej łatwy i mam nadzieję, że nic nie spieprzę tym razem. Mam jeszcze pomysł na zrobienie dwóch swetrów na wzór takich, które już mam i które bardzo lubię.

    Koty nabierają tłuszczyku przed zimą, oj chyba będzie długa i ciężka, bo wyjątkowo żrą – siedem razy dziennie to mało. I jeszcze Kera nam wczoraj ukradła pół schabowego. Widok kota uciekającego z kotletem w zębach – bezcenny. Poza tym na tarasie co chwilę widać resztki z ryjówek i myszy – a to wątróbka, a to cynaderki… Szkoda, że kretów nie jadają.

    Z okazji choróbska wysprzątałam pokój Dextera, bo nie mogłam już patrzeć na te kłęby kurzu po kątach i porwany dywan pod krzesłem komputerowym. Zazwyczaj po prostu nie patrzę, tzn. nie zaglądam do jego pokoju, ale nie dawało mi to spokoju po tym, jak lekarka powiedziała, że być może to jest przyczyną tego kaszlu (o fajkach jakoś jej nie wspomniał, dziwne).

    Obejrzałam też tysiąc pińcet filmów, lepszych i gorszych, a czasem beznadziejnych. „Bruno” nie dałam rady – wywaliłam nie oglądając zakończenia. Druga chała – „Zamiana”, którą można obejrzeć tylko aby sobie popatrzeć na Wolszczak (lub na Liszowską, zależy co kto woli, ja akurat nie ją, chociaż muszę przyznać, że w tym filmie wyglądała naprawdę świetnie) – poza tym dno.
    Bardzo mnie za to wciągnęła historia Anais Nin, Henry Millera i jego żony June – do tego stopnia, że wczoraj pognałam do biblioteki pożyczyć „Zwrotnik Raka” (swoją drogą wczoraj na torbie z Empiku zauważyłam bardzo adekwatny cytat z Marka Twaina – „klasyka to książki, które cenimy i ich nie czytamy”.

    Deedee wybrała sobie kilka książek i bardzo się ucieszyła, że dorwała drugą część „Kocich historii”. Wychodząc z biblioteki pyta mnie „A ten pan, co to napisał, to jeszcze żyje?”
    - Myślę, że tak, bo to bardzo młoda książka
    - Yes! Może napisze trzecią część!

    Wczoraj napisałam

    2 komentarzy

    fajną notkę i wyłączyli mi prąd. Strzelam focha.

    Miało być o tym, jak to trudno kupić szczupłej dziewczynce spodnie nie-biodrówki, o moim swetrze, który jest prawie na ukończeniu, o filmach, które obejrzałam w tym tygodniu, o tym, że ogólnie jest jakby lepiej.

    Ale jak nie, to nie.

    O, proszę

    1 komentarz

    jaki odzew od razu – wcale nie trzeba pisać o seksie :-)

    A dodam jeszcze, że m schudł 3 kg. Co prawda weekend nie był za bardzo dukanowski, ale no proszę was, świeżutkie pstrągi prosto z wędzarni i kaszanka z grilla – na swoje usprawiedliwieniem mam dwugodzinny spacer po lesie, który najpierw odbyłam.

    A wczoraj? Miałam ogromną ochotę na brukselkę, ale ją rozgotowałam, błe.

    Ds, a ileż ja tego surimi tam zjem, tyle co na przegryzkę!

    Trwać mi się nawet chce, a najbardziej się cieszę, że inni bez dyskusji się do tego dostosowują i są chętni do dalszego odchudzania. Tyle, że moi panowie najchętniej zostaliby na pierwszej fazie – zero warzyw, za to mnóstwo mięcha i nabiału. A jeszcze jak okazało się, że tatar w sumie jest jak najbardziej dukanowski, to m był już w ogóle przeszczęśliwy.

    Pikanterii dodaje fakt, że w zamrażarkach czekają efekty lidlowskiego tygodnia azjatyckiego i francuskiego, na razie staram się ich nie zauważać. Ale już niedługo listopad, znowu imieninki, urodzinki, będzie jeszcze okazja…

    Po pięciu dniach

    5 komentarzy

    fazy uderzeniowej Dukana ubyło mi 1,5 kg. Mogło być lepiej, chociaż nie bardzo pojmuję, jak można schudnąć, objadając się mięsem i nabiałem :-)
    W każdym razie pewne przepisy zostaną w naszym menu na stałe – omlet z krewetkami, serek wiejski z surimi, jajeczka faszerowane tuńczykiemmmmmm……

    W punktach

    1 komentarz

    1. W piątek po umówionej rozmowie z panią pedagog dowiedziałam się, że Dexter chodzi jedynie na wybrane lekcje, a zastępstwa traktuje jak urlop, więc wprowadziłam nową zasadę: po piątkowej rozmowie jeśli wszystko jest w porządku, komputer pozostaje w jego zasięgu. Jeśli w następny piątek pokażą się spóźnienia i nieobecności, hasłuję komputer i tak do następnego piątku. Sprawiedliwie? Uważam, że tak. Po pierwszym miesiącu drugiej klasy okazuje się, że chłop o wymiarach 187/90 i „inteligencji na poziomie wysokim” nadal nie rozumie, że ta szkoła to jego ostatnia szansa na zdanie matury, więc będę dalej stosować kij i marchewkę. Zreszta, trzeci dzień bez kompa zaowocował wylizaniem kuchni i schowka pod schodami, więc żyć, nie ukierać, nespa?

    2. Mój sweter na drutach rośnie, mam plecy (jak zwykle za szerokie) i pół przodu, przy czym jestem z siebie niezwykle dumna, bo zrobiłam swoją pierwszą w życiu kieszeń na drutach, wrabianą, nie mając pojęcia ani żadnego opisu. I wyszła całkiem, całkiem. Gdybym pisała z domu, to bym wstawiała fotki, ale.

    3. Byłam wczoraj na „Jedz módl się i kochaj” i dziś podoba mi się ten film jeszcze bardziej niż wczoraj. Co prawda Javier jest jak dla mnie zbyt męski i powinien raczej grać w thrillerach niż w romansach, ale niech mu będzie. Za to fajnie pokazał swoją płaczliwą stronę. Julia za to jest świetna przez cały film, nic mnie w niej nie raziło i momentami była nawet bardzo ładna. Sceneria przepiękna (jadę na Bali!). Epizod w Rzymie – nie dla osób odchudzających się. Cały film – stanowczo nie dla tych, którzy właśnie zastanawiają się nad sensem swojego małżeństwa i życia.


    • RSS