batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 7.2011

    Byłam w kinie i nawet fajny film widziałam. W naszej grupie byli widzowie w wieku 10, 15, 18, 41, 42 – różnej płci i wszystkim się podobało. Pan Popper i pingwiny. Całkiem sympatyczny. Oczywiście można poczekać, aż będzie w tv, ale wczorajszy dzień nie zachęcał do plenerów, a do wyboru na wielkim ekranie mieliśmy jeszcze „Auta dwa trzy de” albo „Transformery ileś tam” albo „Harry Potter część druga z częsci ostatniej”, a ja widziałam tylko pierwszą.
    Tak więc zamiast Pottera wybraliśmy Poppera i dobrze :-)

    Mamy na stanie od niedzieli dwoje nastolatków, staramy się im zapełnić jakoś czas chociaż po pracy. W poniedziałek byliśmy w Gdyni, popływaliśmy statkiem po porcie (pierwszy raz w życiu mi się to zdarzyło, nieźle, jak na gdyniankę), obowiązkowo oczywiście Akwarium. Wtorek – zwiedzanie faktorii. Środa – kino. Dzisiaj pojechali z teściową do Centrum Hewelianum. Jutro 6.40 – autobus do domu, osiem godzin podróży do Suwałk.

    Jutro zaczniemy obchody ostatniego weekendu Dagny w Polsce. Na początek – grill z bratem (moim) i jego rodzinką. Jutro również wraca po miesięcznej nieobecności Dexter. I będzie szukał pracy. Jak znam jego i życie, pójdzie „na bloczki” ze dwa razy i tak będzie wyglądało to jego zarabianie. Musi też rozpocząć kurs prawa jazdy. Akurat mu wypadnie zaczynać razem z m, bo szanowny małżonek załapał 20 punktów w drodze powrotnej z wesela, więc pójdzie na ten taki kurs, co po nim kasują sześć punktów…

    Skończyły mi się białe nici i kombinuję, skąd by tu wziąć nowe, najlepiej za darmo, żeby nie pogłębiać lipcowej zapaści finansowej. Kończę również ostatniego chyba dostępnego w bibliotece Pratchetta – tym razem „Ciekawe czasy”. Może ktoś mi objaśni, co to są te setki małych nóżek, bo jakoś nie łapię?
    Skończyłam też „Erynie” Krajewskiego i mam niedosyt.
    Na stoliczku czeka już prezent rocznicowy od mamy – „Nie wszystko na sprzedaż” Tyszkiewicz. Już się cieszę. Otworzyłam na chybił trafił, a tam: „miałam służącego o imieniu John”. Ech…

    Jeśli chodzi o usterki domowe, to idą nie tylko parami, ale stadami – najpierw płyta ceramiczna (przekażnik 10 zł, dojazd 30, robocizna 100 – jak w dowcipie). Potem komputer mi się zbiesił (tak, ten nowy), więc trzeba było zasuwać do pana C, żeby mu przemówił do rozumu, a raczej do procesora. Potem dekoder – nie chce zaktualizować oprogramowania, zawiesza się.

    Trochę wczoraj podgoniłam z hiszpańskim, mam nadzieję, że mi niemoc przejdzie, no bo co w końcu, kurczę blade – ja się nie nauczę?!

    Witam

    1 komentarz

    szanowne współblogowiczki po przerwie.
    Przerwa była długa (jak na mnie), bo wzięłam urlop – od bloga i pracy. W poprzednią sobotę byliśmy na weselu, w ostatnią sobotę miałam babski wieczór pożegnalny, bo moja Dagny wyjeżdża 2 sierpnia. buuuuuu……

    Wyjazd na wesele wyszedł nam finansowo tak, że spokojnie mogłam jechać na 2 tygodnie do Egiptu, a to za sprawą mazurskiej policji, której z tego miejsca chciałabym podziękować – ukłon.
    Jeszcze do tego wszystkiego w piątek zepsuła nam się płyta ceramiczna – coś się stopiło i jeden palnik włącza się na maksa, nawet kiedy kuchenka jest wyłączona. Dobrze, że stało się to przy mnie, a nie na przykład teściowej. Ona nawet by tego nie zauważyła, jak ją znam i mogłoby dojść do pożaru. I następny wydatek.

    Siostra ma jutro imieniny i pyta, czy przyjedziemy na 16. Baaaardzo śmieszne. Ja kończę pracę o 15.30, m jak dobrze pójdzie to w domu jest o 17.30, a jeszcze trzeba dojechać do rozkopanego ze wszystkich stron Gdańska. W związku z tym darowałam sobie, bo nawet nie jestem w stanie określić, ile by nas przyjechało, a oczywiście padły pytania, o której, ile nas będzie itp.

    Zeszły tydzień minął mi pracowicie i upojnie – pracowicie, bo należało pomyśleć o przygotowaniach do wesela, upojnie, bo dwa popołudnia w centrach handlowych poświęciłyśmy z kumpelą na realizację planów. Nie zachodząc przy tym do sklepów z art spożywczymi. Tylko ciuchy! Po powrocie o godzinie 21 za każdym razem stwierdziłyśmy, że poziom euforii wystarczy nam do jej następnej wizyty w kraju, czyli za prawie 4 miesiące.
    Mam przepiękną kreację, więc nawet chce mi się jechać na to wesele, co prawda w moich szpilach to będzie masakra, ale spoko, kiedy już większość gości popracuje nad krótkowzrocznością, przebiorę się w sandałki na niższym obcasie. Gości będzie prawie 200, więc będę mogła zniknąć w tłumie i nie brać udziału w tych durnych zabawach.
    W tym czasie kumpela zaopiekuje się naszym domem i kotami, już jej zaczynam tłumaczyć, co i jak. A prosto nie będzie, bo na przykład dzisiaj musiałam wstać o 4.10, żeby wypuścić Kerę na zewnątrz; przy okazji odkryłam pod drzwiami prezent, prawdopodobnie od Zuzi – tym razem COŚ bez głowy, długości prawie 30cm (razem z ogonem), a szerokości bardzo imponującej – ok. 10 cm. Od razu odechciało mi się spać.
    M w końcu zaliczył wczoraj łowienie, przywiózł 8 sztuk, z czego 1/3 zjedliśmy od razu – kawałki świeżutkiego dorsza smażone w cieście piwnym na głębokim oleju – py szo ta.
    Jutro Deedee kończy kolonie i to z wielkim hukiem, bo odbierze ją chrzestna i zabierze prosto do siebie, na urodziny kuzynki. Stamtąd zabierzemy ją dopiero my. W związku z tym dzisiaj czeka mnie nagła wizyta w Auchan po prezent, a skoro już Auchan, to i Decathlon obok – kumpela do pełni szczęścia potrzebuje jeszcze butów do chodzenia po norweskich ścieżkach.
    W niedzielę byliśmy u Deedee z wizytą, dzieciaki przygotowały show dla rodziców, bardzo fajny pokaz talentów. Grupa Deedee napisała scenariusz do współczesnego Jasia i Małgosi (Deedee była Jasiem). A film z jej udziałem w kolonijnym tańcu będzie przebojem w rodzinie :-)
    W sobotę wkroczyłam do pokoju Deedee i zrobiłam jej małą niespodziankę – po pierwsze porządek, po drugie kupione w Ikei dodatki w jej ulubionym kolorze – jasnozielonym (doniczka, półeczka i narzuta), po trzecie na ścianie nad łóżkiem namalowałam jej za pomocą szablonu i zielonej farbki parę tulipanków. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
    I tak to.
    A, jeszcze mała antyreklama – ostatni raz zamówiłam odbitiki w fotoempik – nie dość, że drogo, kuponu rabatowego nie naliczyli, więc przepadł, to jeszcze tym razem jakość zdjęć była przerażająca.
    Na rocznicę kupiłam emowi DVD z „Admirałem”, o którym przeczytałam u Kasi eire, jeszcze nie obejrzeliśmy, bo nie ma kiedy.

    100 (prawdopodobnie, które warto przeczytać) książek:

    1 . Duma i uprzedzenie – Jane Austen

    2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien

    3. Jane Eyre – Charlotte Bronte

    4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling

    5. Zabić drozda – Harper Lee

    6. Biblia

    7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte

    8. Rok 1984 – George Orwell

    9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman

    10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens

    11. Małe kobietki – Louisa M Alcott

    12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy

    13. Paragraf 22 – Joseph Heller

    14. Dzieła zebrane Szekspira

    15. Rebeka – Daphne Du Maurier

    16. Hobbit – JRR Tolkien

    17. Birdsong – Sebastian Faulks

    18. Buszujący w zbożu – JD Salinger

    19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger

    20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot

    21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell

    22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald

    23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens

    24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy

    25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams

    26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh

    27. Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky

    28. Grona gniewu – John Steinbeck

    29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll

    30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame

    31. Anna Karenina – Leo Tolstoy

    32. David Copperfield – Charles Dickens

    33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis

    34. Emma- Jane Austen

    35. Perswazje – Jane Austen

    36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis ( o co chodzi? przed chwilą była cała Narnia ??

    37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini

    38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres

    39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden

    40. Kubuś Puchatek – AA Milne

    41. Folwark zwierzęcy – George Orwell

    42. Kod Da Vinci – Dan Brown

    43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez

    44. Modlitwa za Owena – John Irving

    45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins

    46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery

    47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy

    48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood

    49. Władca much – William Golding

    50. Pokuta – Ian McEwan

    51. Życie Pi – Yann Martel

    52. Diuna – Frank Herbert

    53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons

    54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen

    55. Pretendent do ręki – Vikram Seth

    56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon

    57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens

    58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley

    59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon

    60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez

    61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck

    62. Lolita – Vladimir Nabokov

    63. Tajemna historia – Donna Tartt

    64. Nostalgia anioła – Alice Sebold

    65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas

    66. W drodze – Jack Kerouac

    67. Juda nieznany – Thomas Hardy

    68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding

    69. Dzieci północy – Salman Rushdie

    70. Moby Dick – Herman Melville

    71. Oliver Twist – Charles Dickens

    72. Dracula – Bram Stoker

    73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett

    74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson

    75. Ulisses – James Joyce

    76. Szklany kosz – Sylvia Plath

    77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome

    78. Germinal – Emile Zola

    79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray

    80. Opętanie – AS Byatt

    81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens

    82. Atlas chmur – David Mitchell

    83. Kolor purpury – Alice Walker

    84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro

    85. Pani Bovary – Gustave Flaubert

    86. A Fine Balance – Rohinton Mistry

    87. Pajęczyna Szarloty – EB White

    88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom

    89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle

    90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton

    91. Jądro ciemności – Joseph Conrad

    92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery

    93. Fabryka os – Iain Banks

    94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams

    95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole

    96. Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute

    97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas

    98. Hamlet – William Shakespeare

    99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl

    100. Nędznicy – Victor Hugo

    Instrukcja obsługi:

    1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.

    2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.

    3. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś

    Na początku uważałam swojego bloga za fotobloga.
    Wczoraj sprawdziłam – w tym roku nie zamieściłam jeszcze żadnego zdjęcia.
    Trochę dziś przyniosłam, niestety, grzywki Deedee nadal nie mam (to do ds), poza tym wiele zdjęć nie nadaje się do publikacji, bo za dużo na nich ludzi, którzy mogliby sobie tego nie życzyć. Mam na myśli naszych gości, czy to w Sylwestra, czy w Wielkanoc, czy prawie każdy inny weekend :-)
    Z pierwszych czterech miesięcy tego roku wybrałam trochę zdjęć i oto są – na początek koty, bo nikt nie umie pozować jak one, a poza tym podpisały zgodę na publikację ich wizerunku.
    Taki obrazek czeka na mojej pościeli prawie codziennie, gdy wracam z pracy:

    To jest najstarsza i najbardziej komunikatywna kotka – Kera. Potrafi wszystko wytłumaczyć „człowiekowi”. Wczoraj np. wróciłam do domu, a ona zaprowadziła mnie do lodówki raz, zjadła, potem przyszła do mnie drugi raz, myślałam, że chce na dwór, ale znowu przekonała mnie do otwarcia lodówki, dostała jeszcze troszkę z puszki. Usiadłam do komputera, a ona przyszła znowu i „miau”. Tym razem poszłąm w stronę drzwi od tarasu, ale nie – ona szła ze mną, ale zatrzymała się pod drzwiami mojej sypialni i zaczęła się wylizywać – czyli „otwórz drzwi, jestem już czyściutka, mogę spać w Twojej pościeli”.
    Takie toto cwane.
    Druga była Zuzia – córka Kery, która należy do rodzaju „nigdy po właściwej stronie drzwi” Poniżej np. jest zdjęcie Zuzi, która tak się zmęczyła czekając na otwarcie drzwi, że o mało udaru na tym słońcu nie dostała :-)

    Zuzia należy również do gatunku „wiecznie wystraszonych i prawdopodobnie katowanych przez swoich właścicieli” – boi się nawet własnego cienia, a już najbardziej boi się m – za to na zewnątrz zamienia się w nieustraszonego łowcę ptasich głów – tylko ona przynosi na taras ptasie szczątki (i zjada, brrrr). Mam nadzieję, że ta notka nie trafi na stronę główną, bo znowu się nasłucham jaka to jestem durna, że jej nie założę dzwoneczka.

    Trzeci, zwany Sramzesem, nadal nie jest do końca akceptowany w tym towarzystwie, charakter ma co najmniej dziwny, nie umiem go określić, a odległość, na jaką ma prawo się zbliżyć do reszty czworonogów to mniej więcej metr:

    Na koniec jeszcze Kera po śniadanku wielkanocnym:

    Jeśli już jesteśmy przy kulinariach, to kiedyś pisałam o pysznych kluseczkach z deseczki, które robiła Deedee:

    Ja za to znalazłam w sklepie taką fajną formę na mini keksy i piekę czasem w niej chlebki (tzn. piorę jakiś przepis na chleb lub bułki, składniki wrzucam do maszyny do chleba, nastawiam na wyrastanie, za godzinę wyjmuję gotowe ciasto, dzielę na sześć części, do każdej coś tam dodaję – sezam, rodzynki, zioła, żurawinę i piekę:

    Czasem również zdarza mi się gotować obiad lub kolację, wtedy zazwyczaj wyciągam mięso drobiowe z zamrażarki, ale czasem trafiam na interesującą formę tego mięsa:

    ale jestem usprawiedliwiona – pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Dopiero wczoraj po południu, kiedy to skończyło się „święto błota”, czyli Opener, słoneczko wyjrzało, a my z kumpelą ruszyłyśmy do kina. No przecież nie na spacer!
    Ale po kolei. W piątek nic nie obejrzałam, za to bawiliśmy się świetnie do białego rana (ja położyłam się ostatnia!) – kumpela już próbowała spać, a ja nad jej głową włączałam sobie kolejne piosenki na youtube – to było pewne, że się tak skończy, bo już od dłuższego czasu chodzą za mną różne starocia, których mam ochotę posłuchać.
    Ale po kolei.
    W piątek odwiozłam Deedee na kolonie – jak zobaczyłam ośrodek, to sama chciałam tam zostać – wszystko nowiutkie, odmalowane, w stołówce pięknie nakryte stoły do obiadu, na zewnątrz park linowy, wiata dyskotekowa, altanki, fontanny… Nic dziwnego, że na przyszły rok nie ma już miejsc na pierwsze 3 turnusy.
    Powrót do PUSTEGO DOMU był upojny.
    W sobotę obejrzałam „Cenę prawdy” – słusznie dostał 3 gwiazdki, oglądałyśmy go z zapartym tchem. Polecam.
    Wczoraj próbowaliśmy jeszcze raz dać szansę „Rejsowi” – niestety, nikt z naszej trójki nie łapie tego klimatu, ostatecznie przekonaliśmy się, że nie.
    Wieczorem z kolei zachwyciłam się i trwam w tym zachwycie:

    dlaczego ja tego filmu nigdy nie widziałam?!

    Jak słusznie ktoś powiedział: „Nie ma na świecie kobiety, która nie chciałaby wyglądać jak AH”…

    Ale jeszcze wcześniej byłyśmy wczoraj w kinie na „Larry Crowne” – i całe szczęście, że m nie dał się namówić i został w domu, bo to jest film naprawdę dla kobiet. Ależ on by się wynudził!
    My dałyśmy radę, film jest miły, ciepły i momentami śmieszny, ciapowatość Toma Hanksa jak zwykle była atutem, za to Julia Roberts tym razem nie drażniła mnie za mocno. Czegoś w tym filmie zabrakło, jak dla mnie to brak było kogoś, z kim chciałabym się identyfikować, już najprędzej to z Talią, ale nie oszukujmy się – jestem za stara i zbyt zamężna.


    • RSS