batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 8.2011

    D przyjeżdż na całą drugą połowę października! Oczywiście, wiem, nie tylko do mnie, ale i tak parę fajnych dni spędzimy razem :-)

    Bardzo mi przykro, ale u osób posiadających pamiętniczki na blogspocie nie potrafię dodać komentarza – próbuję wiele razy i nic z tego – ani u ciebie, kasiu, ani u stardust. Daję sobie spokój, chociaż czasem szkoda, bo chciałoby się coś miłego powiedzieć…

    Cieszę się, że z córką wszystko w porządku i ostatnich parę zdań w kasiowym wpisie dało mi do myślenia…

    Przepisy

    3 komentarzy

    Chleb z pastą jajeczną znalazłam tu, ale u mnie wyglądał inaczej, bo ja nie mam takiej formy „keksowej”, więc zrobiłam na małej blaszce (jak pół normalnej) i muszę powiedzieć, że lepiej to nawet wyglądało; po nadkrojeniu sera na wierzchu można odrywać sobie takie „ślimaczki” i jeść ręcznie.

    A tu podaję te nieszczęsne kluseczki, proszę docenić, że chciało mi się przytargać do pracy książkę ważącą 5 kilo i przepisać :-)
    Źródło: „Cecylka Knedelek czyli książka kucharska dla dzieci” Joanny Krzyżanek
    2 kubki mąki pszennej
    dwa jajka
    szczypta soli
    łyżka oliwy
    Do miski wsypać przesianą mąkę, sól, jajka, i wlać kubek wody.Wyrabiać ciasto aż będzie lśniące, a na powierzchni pojawią się pęcherzyki.
    Kiedy woda z solą i oliwą zacznie wrzeć, położyć część ciasta na deskę i widelcem zrzucać do wody małe kawałki, po wypłynięciu jeszcze 4 minuty.
    Gotowe kluski polać szczypiorkiem podsmażonym na maśle.
    Pycha, żadna filozofia, tylko mąki za każdym razem trzeba było dać więcej.

    Co do hasełka – wystapiła u mnie chwilowa panika, ale już mi przeszło, w każdym razie nie było to planowane :-)

    że wyżyłam się również kulinarnie.
    Gdzieś w sieci trafiłam na przepis „Chleb z pastą jajeczną” – dziwnie brzmi, ale był pyszny, smak z kręgu pizzy, wygląd niecodzienny i bardzo łatwe w wykonaniu, zwłaszcza jak się ma maszynę do chleba i nie trzeba wyrabiać ciasta ręcznie :-)

    Poza tym zrobiłam coś, na co daaawno miałam już ochotę – smażone zielone pomidory (uwielbiam tę książkę, a Wy?). Są rewelacyjne, a tak to by nam te nasze pomidorki zgniły zanim by dojrzały na parapecie. Zrobiłam do nich również ten biały sosik z przepisu, ale danie nie jest stanowczo odchudzające. Najbardziej zaskoczyło mnie, że fanem smażonych zielonych pomidorów został m, powszechnie znany jako wielbiciel wszystkiego poza warzywami.

    W niedzielę była karkówka z grilla, która obrzydła mi już dokumentnie, teraz mam ochotę na dobrą, spaloną kiełbasę z ogniska z pyszną musztardą i tę zachciankę zamierzam spełnić w sobotę (chyba, że będzie padało).

    Weekend był baaardzo długi, spokojny i owocny. Do tego bezalkoholowy :-)
    Obejrzałam mnóstwo filmów, zrobiłam dwie pary kolczyków, skończyłam kółka, które pojadą do Norwegii (tzn. skończę, jak kupię obręcze, ale najważniejsza część jest zrobiona), zrobiłam następne kółko – są zamówienia! A każdy zarobiony na szydełku grosz wpłacę na swoje konto i przeznaczę na Hiszpanię. Ole!

    Nieco przedawkowałam Simsy 3 Po Zmroku – wczoraj zasypiając zdałam sobie sprawę, że planuję, co moje Simy zrobią następnego dnia… Zdaje się, że wpadłam też na jakiś genialny pomysł, niestety jęczenie kota wyrwało mnie ze snu i nie pamiętam, co to była za genialna myśl.

    Obejrzałam też mnóstwo filmów – w piątek trzy pod rząd – pierwszego nie pamiętam (jaki jest sens w takim razie oglądać filmy?), potem „Gran Torino” (po raz drugi, bo m jeszcze nie oglądał, rewelacja po prostu), na koniec „Paranormal activity” (m został zmuszony do dotrzymania mi towarzystwa, żebym potem mogła bez większej paniki dojść do sypialni). W sobotę zabraliśmy się za różne drobne prace domowe, a Dexter pojechał na domówkę do kolegi w mieście. Mówi, że bawili się dobrze, mam nadzieję, że nie za dobrze… Wieczorem m dorwał się do pilota i obejrzeliśmy „U Pana Boga za miedzą” – uwielbiam Jacka Bromskiego (pamięta ktoś „Dzieci i ryby”? Uważam, że to jedna z najlepszych komedii polskich). Potem zupełnie nie potrzebnie zepsułam sobie smak filmowy produkcją pt „Pan i pani Killer” – co za dno. Ale coś trzeba przy szydełku mieć w tym telewizorze. Wczoraj za to zupełnie niechcący trafiłam na bdb film Morgensterna „Mniejsze zło”. Daaawno już nie widziałam tylu dobrych aktorów w jednym filmie… Historia również ciekawa, aczkolwiek trudno mi trochę było się połapać, co jest wątkiem głównym – np. po co był w ogóle ten epizod na początku z chorobą weneryczną?

    Do stosiku książek na stoliku nocnym dołączyła jeszcze jedna – kasia eire „namówiła” mnie na Annę Fryczkowską i jak odbierałam podręczniki w księgarni. to zapytałam, czy jest coś. Było. No to naturalnym krokiem dalej było to kupić. Czułam się bardzo dziwnie, bo rzadko kupuję książki, zawsze pożyczam, albo kupuję w prezencie komuś. A tu mam, „Trafiona zatopiona” leży koło lampki i pachnie nowością. Cała moja. Niech mi się teraz nie spodoba, to wyślę do Irlandii zdechłą rybę ;-)
    Ale do czytania Fryczkowskiej jeszcze mi daleko, bo dziś skończę „Wolni ciut ludzie”, potem będzie „Kapelusz pełen nieba” (niechętnie, bo nie ma tłumaczenia Cholewy), a potem „W północ się odzieję”. I to będą już wszystkie dostępne w pruszczańskiej bibliotece Pratchetty. Trzeba będzie zmienić bibliotekę, chłe chłe.

    Dexter w piątek zaskoczył nas totalnie – byli sami w domu z Deedee i po pierwsze posprzątali, po drugie zrobili obiad – „kluseczki z deseczki” ze szczypiorkiem. Kluseczki wyszły im o wiele lepsze niż mnie i Deedee za pierwszym razem. A już wrócić do porządnie wysprzątanego domu to jest w ogóle uczucie nie do opisania (nawet schody i taras były sprzątnięte). Do tego jeszcze teściowa wybyła na cały weekend, więc nie było ani hałasu, ani nikt nie brudził w tempie przyspieszonym. Cudnie.
    W niedzielę Dexter również nas zaskoczył – po powrocie od kolegi poprosił o podrzucenie na 18.00 do kościoła. No comment. Aż strach pomyśleć, co zmajstruje w najbliższym czasie dla równowagi.

    A w niedzielę wybraliśmy się za płot na rekonesans, czy grzyby rosną. Był jeden robaczywy prawdziwek, którego na podpuchę dostrzegł m przez płot. I nic więcej. Poza kupą śmieci, puszek i butelek. Ale najbardziej trafił mnie szlag, jak znaleźliśmy pozostałości zabawy dzieci z naszego osiedla, w tym również Deedee. Przed wakacjami urządzali sobie szałas w lesie, bawili się tam całymi dniami, a potem przenieśli się na brzeg lasu. Zrobiłam zdjęcia tego, co pozostawili po sobie (porwane kartony, worki, kartki, katalogi Avonu) i powiedziałam Deedee, że jak to nie zniknie do dzisiejszego popołudnia, to wywołam zdjęcia i powieszę na kapliczce w centrum wsi z opisem, kto to zrobił.
    Poza tym pod co drugim drzewem resztki papieru toaletowego – to akurat prawdopodobnie robotnicy, którzy w wakacje zakładali u nas na osiedlu gaz, a potem kanalizę.
    Dla porównania zamieszczę tu zdjęcie znad norweskiego jeziora (chyba to jest jezioro?), nie jest to żaden park krajobrazowy, tylko miejsce, gdzie można pojechać, łowić ryby i zjeść piknikowe żarcie (mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko zamieszczeniu Twojego zdjęcia, D?)

    W ten weekend wybieramy się ze znajomymi na Kaszuby, rano o 5.00 m odstawi mamusię do sąsiedniej wsi, bo wyrusza wycieczka do Czestochowy, potem razem odstawimy gdzieś Deedee, prawdopodobnie do koleżanki z klasy – na noc, potem po drodze będziemy zbierać grzyby, aż wreszcie wylądujemy u znajomych na „ranczo”. Myślę, że będzie fajnie.

    Co do Hiszpanii – mam ogromną ochotę ją odwiedzić, bo wszyscy już tam byli, tylko nie ja. A szczególny szlag mnie trafił, jak zadzwoniłam do koleżanki, gadu gadu, co porabiacie, a jak wakacje, a nic ciekawego, w poniedziałek wróciliśmy z dwutygodniowego urlopu w Hiszpanii…. No żesz rwał jego nać.

    Mieliśmy jeszcze dodatkową atrakcję weekendową – likwidacja gniazda szerszeni u sąsiadów.

    A w tym momencie kolega z pracy stoi w kolejce po karnety na basen, jak dobrze pójdzie, to nie będę musiała przepłacać i przede wszystkim jeździć co niedzielę z Deedee, tylko m w poniedziałki będzie z nią jeździł indywidualnie. Ale jak znam moje szczęście, to zabraknie dla nas miejsca.

    No to się napisałam za cały tydzień.

    Chyba nikt

    4 komentarzy

    nie ma wątpliwości, dlaczego leje, grzmi i jest ciemno jak w dupie u Afroamerykanina?
    Bo umyłam wczoraj samochód.

    G miała dzisiaj jechać do domu, ale nie wyszło, bo wieczorem się pochorowała żołądkowo, teraz m jest z nią u lekarza, dostała zastrzyk rozkurczowy, hydroxizine i no-spa.
    Ja też się jakoś dziwnie czuję, od wczorajszego popołudnia boli mnie brzuch. Nieźle, kutwa.

    Wezmę pół dnia wolnego i idę do domu się położyć.
    A, i jeszcze od trzech dni i NOCY pod oknami domu mamy włączone jakieś urządzenie do osuszania, buczy niemiłosiernie. Spać się da, ale wkurwia.

    Wydębiłam od sąsiadki pięc par bigli i będę szydełkować następne kolczyki. Hiszpański ok, jakoś idzie. Kończę przedostatnią, jedenastą lekcję z poziomu podstawowego Super Memo.

    Ale grzmi.

    że Dexter może się wreszcie nauczy czyścić swoje archiwum GG.

    KASIU EIRE

    3 komentarzy

    Nie mogę się do Ciebie dostać od paru ładnych dni, czy można poznać przyczynę?

    Kojocie, przepisu nie ma, bo one same już nie bardzo pamiętały, co tam dały. Wiem tylko, że była tam mąka, kakao, cynamon, płatki kukurydziane, jajka.

    Kiedy Deedee pojechała na kolonie, ja walczyłam z jej ciuchami. Zajęło mi to parę ładnych dni. Na zdjęciu jest wszystko, oprócz rzeczy, które najczęściej nosi i zabrała je na kolonie. Nic dziwnego, że do podopiecznej Idiomki poszła w zeszłym tygodniu znowu wielka paka, bo nam brakuje szaf na to wszystko. I ja jej nic nie kupuję, naprawdę!
    A nie skłamałam – na jarmarku kupiłam jej piżamę, bo tego to jej brakowało. Zwłaszcza po ostanim „pyjama party” z kuzynką, kiedy to zachlapały piżamy czymś niezidentyfikowanym, chyba lakierem do paznokci…

    I pocztówka z wyprawy na wesele, do krainy bocianów:

    Deedee w te wakacje jeździła traktorem, a także wsiadła na quada i oczywiście od razu gaz do dechy:

    A to jest Harley z lat trzydziestych ubiegłego wieku – wujek takie ma hobby:

    A to z wyprawy do Akwarium gdyńskiego, ładne zdjęcia robi mój aparat, prawda?


    • RSS