batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 6.2012

    czy mu aby wygodnie?

    Czy go coś nie uwiera przypadkiem? Jakieś ziarnko grochu? Okruszek?

    Prawda jest taka, że albo się żyje, albo o tym życiu pisze. A że ostatnio dużo się działo, to i mało piszę :-)

    Remont zbliża się wielkimi krokami, wczoraj kupiłam kafelki do kuchni (to akurat najłatwiejsze w tym wszystkim). Oczywiście nadal nie wiem, jakie kolory walnę na ściany, pewna jestem tylko kuchni. A w sypialni najchętniej zostawiłabym te same kolory, jakie są, bo mi się podoba i tam dobrze odpoczywam (kiedy m mi nie chrapie, ofkors). Reszta pokojów – ???????????????????????????????????

    A trzeba by się na coś zdecydować, bo za tydzień wchodzą. I skąd na to wszystko forsa? O tym pomyślę jutro.

    Wyjazd do stolicy udany, przedstawienie dobre, pobyt u B też, dwóch innych znajomych odwiedziliśmy, dostałam filmy do oglądania i wreszcie wczoraj obejrzałam „O północy w Paryżu”! Lepszy, niż się spodziewałam. Nadal tylko nie mogę się przyzwyczaić do aktora, który grał główną rolę. Jakiś taki obleśny.

    Zaś ostatni weekend spędziłam w domu SAMA. SAMA. SAMIUTEŃKA. Jaka cisza, jaki spokój, spanie do której się chciało, siedzenie w nocy też.
    W piątek miałam wolne i pojechałam do Olsztyna na zakończenie studiów mojej siostrzenicy. Uroczystość bardzo długa, ale bardzo ładna. Czułam się jak w amerykańskim filmie – togi, czapki, dyplomy i obowiązkowy rzut czapkami w powietrze na koniec :-) Studia bardzo ciężkie, ale jak większość mówców podkreślała – opłaca się je skończyć.
    No i nasze koty bedą miały lekarza rodzinnego :-)
    Jako prezent kupiłam jej bony do Apartu, bardzo się cieszyła. Rodziców i tak bym nie prześcignęła – dostała od nich nowy samochód, więc. Po wszystkim obudził się też mój brat i  przypomniał sobie, że jest chrzestnym. Dziś rano go widziałam, mówi, że kupił jej bransoletkę w Aparcie. Mam nadzieję, że jej się spodoba.

    Po obiedzie w restauracji przekazałam teściową i Deedee emowi, pojechali do Wwy zgarnąć Dextera, który zaczynał chyba już podśmiardywać rodzicom swojej dziewczyny (tydzień u nich mieszkał), no i przede wszystkim odbierali w niedzielę z lotniska Camille, która będzie u nas do 5 sierpnia. W sobotę m zabrał Deedee na przedstawienie, w którym grała jego kuzynka, a potem zaliczyli W KOŃCU Centrum Kopernika. Była zachwycona, siedzieli tam do zamknięcia. Zanim tam przyjechali, Dexter i G zdążyli już też trochę obejrzeć i zgłodnieć. Co dało podstawy do tekstu ema, który chyba przejdzie do historii :-) Jak niejeden jego tekst zresztą.
    Otóż wyjeżdżając z Piaseczna kupił im w fast foodzie dwie wielkie torby jedzenia – jak się wyraził przy kasie – po sztuce wszystkiego, co tam na półkach było. Przyjechał pod Centrum, zaparkował kilometr dalej – no bo przecież tłumy, Euro, fanzony (moje ulubione słowo ostatnio) itd. Idzie z tymi torbami pachnącymi podgrzanym kartonem z daleka, a tu wpada na niego zabiedzony turysta i woła z nadzieją i nieukrywaną radością ”Ojej, gdzie tu jest MacDonalds?!”
    - W PIASECZNIE – grobowym tonem godnym Kosiarza odparł m.

    W drodze powrotnej m tradycyjnie już otrzymał od mazurskiej policji na pamiątkę parę punktów.

    W tak zwanym międzyczasie kupiłam emowi na naszą rocznicę (już niedługo – 20 lat od ślubu!) zegarek. Oby mu się spodobał, bo jak potem porównałam z tym, co na ręku mają okoliczni mężczyźni, to dosyć duży mi się egzemplarz spodobał.

    Również w międzyczasie Dexter skończył 19 lat. Chce urządzić imprezkę w domu, nie wiem kiedy, chyba w następną sobotę, bo wtedy babcia będzie w rozjazdach, Deedee i Camille na koloniach, a my gdzieś się ulokujemy, z tym najmniejszy kłopot. Zaś w tę sobotę Deedee chce zrobić pijama party dla swoich koleżanek i Camille. No nie ma się kiedy wstrzelić w grafik normalnie :-). Ale dobrze, powiedziałam im, że jak mają coś urządzać, to tylko przed remontem.
    Camille kończy dzisiaj 12 lat, szykujemy torcik truskawkowy i kupię jej zaraz e-booka po polsku, tylko szukam czegoś, co ją wciągnie, najlepiej o 12-latce i kotach :-)

    Zrobiłam sobie porządek w swoich koralikach, szydełkach, włóczkach. Od razu lepiej psychicznie. Ale za chwilę przypomina mi się nadchodzący remont i znowu muszę oddychać do torebki.

    bo za chwilę następny wyjazd i już potem nie będzie mi się chciało.

    Bardzo się cieszę, że pojechałam, było miło i sentymentalnie, nasłuchałam się komplementów.

    Zrobiłam zdjęcia miejsc, w których spędzałam dłuuugie dni wakacji. Momentami czułam się, jakbym miała wakacje, fajne uczucie. Znowu miałam 16 lat i całe dwa miesiące upalnej, zakurzonej nudy przed sobą. Żadnych zmartwień, troski o jutro czy jakieś dzieci.

    Muszę zrzucić nowiuśkie 3 kilo, które przywiozłam z dwudniowej podróży, bo nie wejdę w nową sukienkę. Myślałam, że to moja mama jest mistrzynią w terroryzmie jedzeniowym, a tu niespodzianka. Moja mama chrzestna to dopiero potrafi karmić.
    I starzeję się nieuchronnie – już prawie nie potrafię spać poza domem. Zasnęłam nad ranem, po przeniesieniu się na kanapę w dużym pokoju, było już jasno. I mam dosyć cmentarzy na długo.

    I nie mogę uwierzyć, że od poprzedniej wizyty minęły lata. A trzydzieści lat od czasu tej wakacyjnej nudy. I wcale nie wspominam tego źle, nie o to chodzi. Nuda, bo jak sobie sama nie wymyśliłam zajęcia, to nie miałam co robić. Ale zawsze coś tam wymyśliłam.

    A dzisiaj rano uświadomiłam sobie, że zamiast siedzieć na dupie i wyrzucić tv za okno, to pojutrze pcham się w samo oko cyklonu. Ałć. Ale co zrobić, dla dobrego towarzystwa Cygan dał się powiesić ;-) I chciałabym zobaczyć ulice Warszawy w piątek o 18. Może to być okazja do niecodziennego zdjęcia.

    PS: Jeszcze jedno podsumowanie wyjazdu – kobiety po przejściach nie mają litości, mówię Wam :-)


    • RSS