Wyjechałam do pracy dość późno, bo szykowałam sobie śniadanie, którego następnie nie zabrałam. Przejeżdżając przez jedną z wiosek po drodze ze zdumieniem zanotowałam, że słyszałam koguta. A więc jeszcze ktoś się na wsi jeszcze zdobył, żeby trzymać kury?! Swoją drogą, to kogut też już przejął nawyki miastowe, bo była 7.40.

Wczorajszy seans wieczorny pozostawił niedosyt – film niezły, aktorzy świetni, bardzo ładne plenery – Kraków i okolice. Historia również ciekawa, tylko ja się nie nadaję do kryminałów. Nie zrozumiałam końcówki. Może ktoś widział i wie? Film „Uwikłanie”, produkcja Machulski, reżyseria Bromski i naprawdę fajnie zrobiony. Podejrzewam trochę, że może po prostu chcieli pokazać, że zawsze znajdzie się większa ryba, która połknie tę dużą?

Deedee przechodzi okres fascynacji tenisem, a to z powodu pewnego didżeja i jego teledysku. Wczoraj z wyprawy do Gdańska, tym razem z tatą, wróciła z opaską na głowę. Naciągnęła ojca. To znaczy właściwie to ojciec sam się naciąga, bo ona miała zamiar sobie kupić za swoje ostatnie pieniądze, ale tata lubi kupować różne rzeczy dzieciom, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia i nie musieć z nimi przebywać ;-) I męczy, że chce chodzić na tenisa. W sumie, to wolę taką fascynację, niż żeby uciekała z domu na koncerty :-)

Znowu zrobiłam racuchy drożdżowe, ale tym razem się nimi otrułam. Były pyszne, wyrośnięte, złociste… i nie wiem dlaczego, ale umierałam po nich cały wieczór. Reszta rodziny ok, więc może się po prostu przeżarłam?

M podsumował naszą Kerę, że jest najbardziej komunikatywnym kotem z całej trójki, a wręcz ich rzecznikiem prasowym :-D Rzeczywiście, to ona nas budzi, żeby wypuścić całą trójkę na dwór o czwartej rano.