to tyle, że weekend był fajny, zrobiłam połowę następnej serwetki, a Deedee miała usg – dokładne – i nic nie wykazało :-)
A, jeszcze widziałam wczoraj świetny czeski film „Idealne dni” – bardzo dobry, chociaż się nie spodziewałam aż tak. POLECAM

Ze złych wiadomości – nie chce mi się; tak strasznie mi się nie chce, że aż boli; wyprać, naciągać i prasować tych moich serwetek, a więc nie wiem, kiedy będą zdjęcia.

Dostałyśmy trzy wory ciuchów dla Deedee – po kuzynce – znowu nie ma ich gdzie schować, a starych NIECHCEMISIĘ przejrzeć i posegregować. Nie znoszę tego robić – cały dzień w plecy, a za chwilę znowu burdel w szafie.

Ale mieliśmy pyszności z grilla, do tego nawet ich nie spaliliśmy!

Dexter nadal nie wraca do domu, ja nie wiem, jak oni tam z B sobie radzą, ale mam nadzieję, że się nie pozabijają. Jak sam stwierdził: „Wreszcie trafiłem na to słynne szkolenie do B, którym tak mnie całe dzieciństwo straszyliście” :-) Poza tym powiedział, że już się tak nie boi o przyszłość, bo w razie czego umie sobie dom zbudować. Ok.