że na robótkowym blogu przybyło zdjęć. W końcu się zmobilizowałam, wyprałam i opatentowałam sposób na naciąganie serwetek – doskonale posłużyła duża, narożna, rozkładana kanapa z materacem – w sam raz twardym i w sam raz miękkim.

Poza tym jest pełnia, więc czekam na radosną nowinę z Norwegii :-)

Wczoraj obejrzałam z końcu „Druhny” – nawet m ze mną obejrzał, a więc chyba mu się podobał, chociaż zaśmiał się tylko raz. W sumie to z Kac Vegas bym tego nie porównywała, bo tamto była dzika komedia, a tu niby dzika komedia, ale raczej romantyczna. Główna bohaterka ciekawa postać. Poziom żartów – oczywiście jak przystało na nasze czasy głównie opierało się na defekacji (odwieczny problem „czy piękne kobiety robią kupę?”). Okazało się, że robią, nawet na środku ulicy.
Parę sytuacji przypomniało mi wspólne imprezowanie z D :-)))
W dwóch miejscach szczerze się uśmiałam.

Za to „Melancholia” Larsa von T – tak, wiem, przysięgałam, że już żadnego jego filmu nie obejrzę, ale skoro był za darmo…
No więc ta „Melancholia” – nie wiem. Bardzo ciekawe zdjęcia, temat straszliwie smutny, bo o depresji; i jeszcze ta planeta… Pierwszą część obejrzałam jednym okiem, żeby mnie znowu reżyser znienacka nie walnął między oczy. Druga część, wczoraj, była tak smutna, że… usnęłam i nie wiem, jak się skończyło :-) A ja naprawdę nie mam zwyczaju zasypiać przy filmach. I nie jestem pewna, czy ciekawi mnie zakończenie.

Jeszcze wcześniej: „Kobieta, która pragnęła mężczyzny” – omg jaki nudny film, podałam się po 10 minutach, nawet dzierganie nie dawało rady.

A jutro NA GRZYBY! I ostatni dzień na ćwiczenia zeza. I trzeba będzie kupić spodnie Deedee. Lubię kupować coś na szczupłą… osobę ;-)
A w weekend przyjedzie do nas M, będzie mieszkać z nami przez tydzień, bo ma pracę w Trójmieście. I może w końcu Dexter wróci do domu. Przydałoby się, trawnik bardzo za nim tęskni…

Skończyłam wreszcie czytać „Hotel Paradise” i z zaskoczeniem zauważyłam, że to wcale nie jest kryminał tylko bardzo sympatyczna książka o dojrzewaniu.
Teraz czekają na mnie opowiadana Trumana Capote, bardzo jestem ich ciekawa. I może w końcu gdzieś dorwę film o nim?!