batumi blog

    o mnie i dla mnie

    Wpisy z okresu: 9.2012

    bo mnie tu zaraz jasny szlag trafi

    zaległości, powstawiać nowe zdjęcia, popisać…ech
    Na razie nie mogę ni cholery

    Dzisiejszy wpis mi zeżarło.

    Teraz z kolei zniknęły mi opcje „Widok  prosty” i „rozszerzony”

    Jeszcze chwila i mnie tu nie będzie. Gupia to ja tak zupełnie nie jestem w posługiwaniu się komputerami, ale na wordpresie wymiękam. Ja chcę starego bloga!

    że teraz już mi się nie chce pisać.

    Ale najważniejszy nius: Dexter zdał wczoraj wreszcie to *^$##$%#^ prawo jazdy!!! Uczciliśmy to półmiskiem sushi i michą krewetek. I ciastem „apple pie” z mąki pełnoziarnistej, które było paskudne i nawet nie próbowałam tym nakarmić rodziny.

    Wniosek – albo ciasto, albo chleb. Jak ciasto, to z pszennej, jak chleb, to z pełnoziarnistej.

    Jeśli ktoś ma trochę litości, to proszę o podpowiedź, jak tu dodać linki do swoich ulubionych blogów. Szlag mnie trafi. Wszystkie diabli wzięli.

    Jest to co prawda okazja do zrobienia porządków, bo niektóre linki nie działały od miesięcy, ale… ech… wzdech… Nie lubię, jak się  mnie zmusza do czegoś. A kto lubi?

    Próba wstawienia zdjęcia:

    Jest!

    5 komentarzy

    4 września 2012 roku urodził się! Mały Jan William. No, nie taki mały – 3800g
    Z pewnym oporem, a więc teraz pozostaje życzyć mu, aby cała reszta życia poszła jak z płatka.
    Jak „spłatka” :-)

    Mały polski Norweg czy norweski Polak?

    I byliśmy

    5 komentarzy

    na tych grzybach. Chociaż prognozy nie były za dobre – ani pogodowe, ani grzybowe. I zaiste, to był jedyny dzień w ostatnich dwóch tygodniach, kiedy padało. Cały czas. Pierwszy raz w życiu zbierałam grzyby pod parasolem. Ale zebraliśmy – dużo kurek. Przy okazji potelepaliśmy się leśnymi drogami po kaszubskich wioseczkach, napasłam oczy pięknymi widokami, pokazaliśmy Deedee kamienne kręgi w Węsiorach, a na koniec zjadłam przepyszną babkę ziemniaczaną z prawdziwym zsiadłym mlekiem i popiłam kawką – taką, jaką lubię, z ekspresu, nie za mocna, dużo mleka. Deedee – wielbicielka wszystkiego, co mleczne, bo ma skazę białkową, po spróbowaniu prawdziwego mleko mało nie opluła wszystkiego dookoła. No nie podeszło, za prawdziwe :-)
    Obejrzeliśmy sobie nowego Klossa, miłe zaskoczenie, że grali tam Mikulski i Karewicz oraz bardzo niemiłe zaskoczenie na widok Kota – blondyna i Adamczyka – bruneta z wąsami. To już nie można było odwrotnie?! Chyba, że Adamczyk w mundurze nie sięgał do pięt Kotowi w mundurze, wtedy zrozumiem.
    W sobotę zadzwonili po nas sąsiedzi i skończyło się jak zwykle, za to nie odespałam tej imprezki, bo w niedzielę z siostrą i mamą pojechałyśmy na cmentarz, bo imieniny taty. Pogoda jak dzwon, a ja tylko się modliłam, żeby wrócić cało do domu, wyspać się i wziąć tabletkę na ból istnienia. Ale i tak było fajnie. Poszłam spać o 21, nie wiem, kiedy ostatni raz mi się to przydarzyło. I chrapanie m wcale mi nie przeszkadzało.
    Dzisiaj rano tradycyjne zdjęcie dziecka na schodach, w galowym stroju. Pierwszy raz to było zdjęcie jednego dziecka, bo Dexter nadal w okolicach stolicy buduje garaż. Jego wakacje skończą się za miesiąc. Najdłuższe wakacje w życiu. I pierwszego października chyba nie będę miała okazji zrobić mu zdjęcia… Wzdech.
    Korzystając z długiej, leniwej soboty skończyłam bieżnik oraz oglądałam po kolei tvnowe produkcje – najpierw skosztowałam próbki perfekcyjnej pani domu. Trochę drażni mnie jej głos, poza tym nie pojmuję idei – przyjdźcie zobaczyć jaki mam syf i nauczcie mnie sprzątać. Chyba bym się ze wstydu spaliła. I jeszcze ci partnerzy – jak pomogą posprzątać to mało ich na rękach nie noszą z radości te panie. Ja pierdykam. I nie, nie chodzi o to, że mój m zasuwa od rana do wieczora ze ściereczką, o nie, jesteśmy od tego etapu daleko. Bardzo daleko.
    Ale jedna wskazówka dotycząca sprzątania zaciekawiła mnie bardzo i zamierzam to wykorzystać.
    Potem leciał odcinek Surowych rodziców. Jako że też nigdy nie widziałam, obejrzałam z ciekawością. Parę spraw dało mi mocno do myślenia. Mocno. Zamierzam coś wprowadzać powoli, zobaczymy, czy wyjdzie. Początek nowego roku szkolnego jest dobrą okazją.
    A jeśli już jesteśmy przy nowym roku szkolnym, to wczoraj Deedee dostała z tej okazji prezent. Grę „planszową” Angry Birds. Nawet ciekawie to sobie wymyślili. Długo pewnie się tym nie będzie bawiła, ale przynajmniej ma coś na czasie, czym mogła się pochwalić w szkole na początek :-)

    Parę faktów i osób zraziło mnie mocno do kawy rozpuszczalnej, na razie rzucam, zobaczymy jak to będzie. Przerzucam się na mieloną/parzoną/plujkę/niezamocną i ciekawe, ile wytrzymam. Fakt, że ta rozpuszczalna obrzydła mi strasznie. Oj, przydałby się dobry ekspres… Może sobie kupimy w prezencie na święta? Tylko które?

    W wiadomościach netowych obejrzałam sobie zdjęcia z meczu politycy kontra gwiazdy tvn. Z polityków rozpoznałam jednego :-), czyli naszego premiera, reszta nic, tylko nazwiska obiły mi się o uszy. Za to gwiazdy tvnowskie – pożal się bosz – nawet nazwiska na plecach nic mi nie mówiły.

    Rano byłam świadkiem akcji ”brudny kot chce wejść do domu”. Szkoda tylko, że to był mój kot i mój dom. Wiadoma osoba zareagowała zgodnie z przewidywaniami – krzycząc wniebogłosy wpuściła go do domu, złapała, zaniosła pod prysznic, „umyła” przy akompaniamencie wrzasków i pomruków, „wytarła” – dobrze, że nie moim ręcznikiem, tylko szmatą, jedną łapę pozostawiając ani nie umytą ani nie wytartą. Oraz pozostawiając ubłocony brodzik i pół łazienki. Nawet nie komentowałam, bo nie chciałam sobie psuć poranka, który i tak był wystarczająco ponury. Ale co przeżyję, to moje.
    A wystarczyło nie wpuszczać zołzy do domu, tylko zaczekać, aż doprowadzi się do porządku na tarasie. Ale nie, bo przecież biedna kocina zdechnie z głodu w pół godziny.
    Jutro za to akcja z drugim kotem, czyli operacja. Osiwieję chyba.


    • RSS